poniedziałek, 30 czerwca 2014

Przepraszam :(

Teraz gdy jest lato mam więcej czasu wolnego, więc postaram dodawać rozdziały co tydzień lub dwa. Na lato jestem jeszcze bardziej leniwa niż normalnie więc jeszcze raz przepraszam.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział. 18. Widzę, że jest coś nie tak.

Obudziłam się przez koszmary.. Byłam cała obolała. Nie wyspałam się. Co ja mam teraz zrobić z Liam'em i resztą. Czy w moim życiu wszystko musi się chrzanić?! Mam dość. Obróciłam głowę w bok i ujrzałam czarną czuprynę. Zayn. A no tak, wczoraj przyszedł do mnie żądając wyjaśnień co się ze mną stało. Uśmiechnęłam się na jego widok. Położyłam się z powrotem i próbowałam zasnąć. Udało się.

***

Obudziłam się prze straszona i... całą mokra. Krzyknęłam na całe gardło i spojrzałam na szkodnika, który wybudził mnie z zimowego snu. A był nim...
- Ona żyje! - krzykną na całe gardło Zayn.
Wszyscy zaprzestali swojego myszkowania po moim pokoju. Spojrzałam na nich zdezorientowana.
- O co chodzi? I jakim prawem budzisz mnie w tak okrutny sposób?!
- Ja... yyy... no... - jąkał się murzynek.
- Nie dało się ciebie obudzić ze więc Zayn zawołał każdego po kolei. Próbowaliśmy cię obudzić na każdy możliwy sposób. Tylko wodą dało radę cię obudzić. - odpowiedział za niego Liam.
Przeszły po moim ciele ciarki na dźwięk jego głosu. Wszystko powróciło. Potrząsnęłam delikatnie głową i spytałam.
- Możecie wyjść, bo chcę się przebrać?
Wszyscy opuścili moje królestwo. Wszyscy z wyjątkiem Liama. Spojrzałam na niego zdziwionym wzrokiem.
- Przecież widziałem cię już beż ubrania, to po co mam wychodzić.
Znowu przeszły mnie ciarki. Zmroziło mnie. Nie mogłam nic zrobić.
- A tak na serio, chciałem spytać się czy wszystko w porządku. Wczoraj uciekłaś ode mnie. Chciałem się spytać dlaczego.
Opanowałam się i usiadłam na łóżku. Spuściłam wzrok. Podszedł do mnie i uklęknął przede mną. Podniósł mój podbródek tak bym mogła spojrzeć w jego oczy. Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa. Kilkakrotnie otwierałam i zamykałam usta.
- Bella wszystko w porządku?
Pokiwałam twierdząco głową. Nie uwierzył.
- Kochanie możesz nie kłamać? Widzę, że coś jest nie tak.
Przełknęłam głośno ślinę i nabrałam powietrza.
- Nie nazywaj mnie tak... proszę. - wydusiłam w końcu.
Spojrzał na mnie dezorientowany. Nie wiedział co ma mi odpowiedzieć.
- Ale... dlaczego?
- My nie jesteśmy razem. - powiedziałam cicho. - To był błąd ja... ty.... my... nie powinnyśmy.
Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.
- Dlaczego? Żałujesz tego co się stało?
Nic nie odpowiedziałam, nic nie zrobiłam.
- Aha. Ale dlaczego?
- Ja nie jestem pewna co do ciebie czuję. A to co się wtedy stało było wspaniałe. - uśmiechnęłam się lekko. - Ale nie powinno mieć miejsca. Ja cię lubię i to bardzo, ale nie wiem czy to miłość. - powiedziałam smutna.
Czułam łzy w moich oczach.
- Proszę cię nie płacz. Rozumiem cię. To jak? Przyjaciele?
Pokiwałam energicznie głową. Zaśmiał się ale i tak widać było, że nie cieszy go to.

***Liam***

Co prawda nie ucieszyła mnie ta wiadomość. Ale wolę żebyśmy byli przyjaciółmi niż nikim. Może kiedyś przekona się do mnie. Przytuliliśmy się i musiałem już iść do pokoju, bo Bella musiała się przebrać.

*** Bella ***

Ubrałam to i zeszłam na dół. W salonie nikogo nie było. Skierowałam się do kuchni. Bingo. Byli tam. No może nie wszyscy, bo brakowało Liama. Ale byli. Nikt mnie nie zauważył. Ale gdy tylko otworzyłam lodówkę wszystkie pary oczu skierowały się na moją osobę. Uśmiechnęłam się do nich promiennie. Od razu odwzajemnili. Wyciągnęłam jogurt truskawkowy. Z szuflady łyżkę i  zaczęłam jeść. Zapatrzyłam się w martwy punkt na ścianie. Myślałam o niebieskich migdałach. Przeniosłam wzrok ze ściany na kalendarz. 27 czerwiec. Koniec roku szkolnego w Nysie. Z jednej strony cieszę się, że nie muszę kończyć roku szkolnego. Ale z drugiej okropnie brakuje mi moich przyjaciół. Ile ja bym dała za to żeby ich zobaczyć. Szybko starłam łzę, która wydostała się spod moich powiek. Po zjedzeniu udałam się do pokoju i zaczęłam coś bazgrolić.


Wow. Nie sądziłam, że aż tak ładnie wyjdzie. Dobra, przyznaje się bez bicia, że nie wiedziałam, że w ogóle będzie można ich rozróżnić.

sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział. 17. Co ja zrobiłam.

Stałam na schodach patrząc Liamowi w oczy. Poczułam, jak czerwienieją mi policzki. Nie powinnam była tego robić. Co mną kierowało? Nie wiem.
- Przepraszam… - zaczęłam cicho, odsuwając się od niego.  Nie wiedziałam co powiedzieć . Poczułam się podle. Zrobiłam w tył zwrot i uciekłam do swojego pokoju. Nie zwracałam uwagi na nawoływania chłopaka.


******


Leżałam na łóżku wciskając twarz w poduszkę. No i szczerze to nie wiedziałam co robić.  Całowałam się Liamem, któremu jeszcze wczoraj miałam ochotę wydrapać oczy. Mam dziwne zmiany nastroju. Trzeba coś z tym zrobić.
Rozległo się nieśmiałe pukanie. Drzwi otworzyły się nim zdążyłam powiedzieć proszę. Stanął w nich Liam.
- Musimy porozmawiać! – powiedział stanowczo – Po prostu musimy!
- Ja przepraszam! Nie powinnam… - wstałam z łóżka. Podszedł do mnie szybko i zamknął usta pocałunkiem. Byłam tak zaskoczona, że odwzajemniłam. Jego dłoń wsunęła się pod koszulkę i gładziła rozgrzane plecy. Nie umiałam, a nawet nie chciałam się sprzeciwić.
- Liam…
- Cicho, kocham cię… - pocałował mnie znowu kładąc na miękkie posłanie. Byłam tak spragniona czyjejś bliskości.
Liam zdejmował ze mnie powoli bluzkę. Patrzył mi w oczy z taką czułością… od tego wzroku przeszył mnie zimny dreszcz. Obsypywał mnie pocałunkami. Czułam się tak cudownie.
Kolorowa bluzka wylądowała w kącie pokoju.
Całowaliśmy się tak zachłannie ze zwierzęcym pożądaniem. Nim się obejrzałam, byłam już bez ubrania. Liam zdjął z siebie bokserki.
Było bosko! No bo, jak mogło być inaczej?! Czułam się taka kochana. Płytki oddech, przyśpieszone bicie serca. Dawno w moim sercu nie gościły takie uczucia. Było prawie jak… prawie jak…. Było prawie, jak z Maćkiem. Ehh, tak, przed wyjazdem byłam z Maćkiem w łóżku. Jednak to nie było to samo.
Zasnęłam przytulona do Liama.

***Zayn***

Stałem w otwartej lodówce szukając tego zasranego piwa. Nie mogło przecież uciec! Sprawdzałem za sałatą, nawet w szufladzie z kiełbasą sprawdzałem! No nie ma!!!
- Widział ktoś moje piwo?! – krzyknąłem w stronę otwartych drzwi. Tak jak się spodziewałem. Nikt nie odpowiedział! Trudno. Złożą się na nowe. Pewnie Bella je wychlała. Jak ja ją dorwę!

Wszedłem do salonu i rozłożyłem się na fotelu. Włączyłem telewizor, ale żaden z programów mnie nie satysfakcjonował. Talk show, serial, serial, talk show… CZY JEST COŚ KONKRETNEGO W TYM PUDLE?! Nie ma piwa, nie ma co oglądać! Co ja mam ze sobą zrobić?
Do pokoju weszła Bella. Opatuliła się szczelnie kocem. Policzki miała rumiane, oczy zmęczone. Wyglądała dziwnie, jak nie ona. Coś mi nie grało, poczułem się nieswojo.
- Coś ci jest? – zapytałem prostują się w fotelu. Pokręciła głową zaprzeczając. Jej ruchy były spowolnione, melancholijne. Nie patrzyła na mnie. Co jej się, do jasnej cholery, stało?! – Bella – Brak odpowiedzi, nawet na mnie nie spojrzała. – Bella!
Popatrzyła na mnie pustym wzrokiem. Co jej się stało?
Liam wszedł do salonu pogwizdując radośnie. Objął Bella i starał się cmoknąć ją w policzek. Odwróciła głowę. Liam zmarszczył brwi. O co chodziło?! Z jakiej racji on sobie na to pozwala?
- Liam, nie pozwalaj sobie! – warknąłem.
- Nic nie wiesz – burknął. Bella wyrwała się z jego objęć. Biegiem ruszyła ku schodom. Liam złapał ją za ramię.
- Zostaw! – krzyknęła wyrywając się.

***Bella***

Dopiero rano zdałam sobie sprawę z błędu jaki popełniłam. Poszłam do łóżka z Liamem. Nawet nie wiem co do niego czuję! Miałam mentlik w głowie. Harry prał się z Li o mnie. Ja się przespałam z Liamem… szkoda gadać. Gorzej już być nie może!
Wbiegłam do pokoju i zamknęłam za sobą drzwi. Wolnym krokiem podeszłam do łóżka. Z furią rzuciłam się na nie i zaczęłam wrzeszczeć słowa, których nie można powtórzyć nawet w najbardziej nieprzyzwoitym towarzystwie. Wściekłość zaczęła ustępować rozgoryczeniu. Znów jestem sama.
Drzwi stęknęły. Podniosłam głowę ponad poduszkę. Spod ciężkich powiek obserwowałam ciemny kształt stojący w drzwiach.
- Bella… - Zayn. Czego on chce?! – Co się dzieje?
Co mam odpowiedzieć. „ No wiesz Zayn, wskoczyłam do łóżka z Paynem, było ostro, ale teraz wiem, że to był błąd”?! Super. Nie wiem co by było gorsze. To, że Zayn pomyślałby, że jestem dziwką, czy to że poleciałby, jak na skrzydłach pegaza, żeby obić Liamowi mordę.
- Nic, zostaw mnie – To była chyba najbardziej neutralna odpowiedz jaką znalazłam. Niestety nie prawdziwa. Coś mi było, a nie „NIC”. A tym bardziej nie chciałam, żeby odszedł. Nie chciałam zostać znowu sam.
- Nie odejdę – O Boże! Dobrze, że mnie nie posłuchał. – Widzę, że coś się dzieje. Mam zawołać Louisa?
- NIE! – krzyknęłam
- Spokojnie! Nie zawołam go jeśli nie chcesz. – Usiadł koło mnie. Ręką przygładził włosy, a mi zachciało się płakać. – Nie płacz. Nic nie musisz mówić.
Wślizgnął się pod kołdrę. Zmroziło mnie. Objął mnie i mruczał kołysankę pod nosem. Zasnęłam

***Zayn***

Zatłukę, powyrzynam, poćwiartuję! Nie wiem co jeszcze zrobię, ale coś mu zrobię. Niech no ja się dowiem co on jej zrobił. Może to do mnie nie pasuje, ale nie dam krzywdzić dziewczyny! Zmieniła się tak diametralnie, coś się musiało stać, a ja się dowiem co.

Rozdział 16. Widocznie tak miało być.


Do pokoju wszedł Liam.
-Ej, Harry wiesz gdzie są moje.....  - Chłopak zrobił wielkie oczy! - Harry co ty jej robisz? Nie zauważyłeś, że ona się mi podoba?
-A ty, że mi też? - Poczułem jak dziewczyna powoli sie budzi. - Chodźmy na dół, bo zaraz ją obudzimy.
Zeszliśmy na dół. Liam poszedł do kuchni, wyjął z lodówki piwo.
-Liam, piwo?
-Zabronione?
-Przecież jesteś chory.
-To nie znaczy, że nie mogę pić. A poza tym co Cię moje zdrowie interesuje? - Czułem w jego głosie wrogość. Te okropne spojrzenia. Wierciło w mnie dziurę.
-Liam, dlaczego taki jesteś?
-Jaki? – zapytał szorstko robiąc łyk piwa, które należało do Zayna. Będzie się chłopak potem pieklił.
-Szorstki! Kurwa, wkurwiasz mnie! Myślisz, że jak się zakochałeś w dziewczynie to będziesz ją miał bez przeszkód?  Dzisiaj paliła, a ja ją przyłapałem i powiedziałem całą prawdę. Nie wiem czy ją kocham, ale wiem, że każdemu ona się podoba.
-Harry  - Liam już się uspokoił - Wszyscy wiemy, że Isabella jest piękna, ale także wredna. Ona tylko taką udaje, a ja wiem, że w głębi serca jest miłą dziewczyną. Ja chce jej dobra. Chce, aby przy mnie odzyskała to swoje ciepło. Jak ją zobaczyłem to się zakochałem. Poczułem coś innego, nigdy takiego czegoś nie czułem. To co ją smuci to mnie też smuci, ale dwa razy mocniej. Nawet jak ktoś mi ją odbierze to będę o Nią walczył! Kocham ją, a jak ją stracę to się zabije.
-Liam, ale ona jest piękna…
-To co, że piękna, ale czujesz się przy niej jak w niebie?
-Ja...  - Nie wiedziałem co powiedzieć. Może Liam ma rację. Czy ja ją kocham? Ma piękne ciało, ale czy to miłość? Wiele dziewczyn mi się podoba. Ale ten jej błysk w oczach. Te iskierki radości.
Staliśmy w długiej ciszy, którą przerwał Liam.
-Musisz przyznać, że ja jej nie skrzywdzę. Bo ja to nie ty!
-Ahh tak... Ja?! Dlaczego?!
-Nie może mieć chłopaka, który codziennie bzyka się z inną.
-Zamknij się?! - wrknąłem
-Co prawda boli? Ale to prawda! - Poczułem się tak, jak dzisiaj Bella. Osaczony i zraniony. Ja nigdy bym jej nie skrzywdził.
-Zamknij się.
-Bo co? Bo chcę jej dobra? Bo ją kocham?
Nie wytrzymałem i zacząłem bójkę. Wszechogarniająca wściekłość dodała mi sił. Liam nie miał szans. Uderzył o ścianę, później dostał pięścią w brzuch. Zakaszlał głośno i złapał się za obolałą część ciała. Nie miał już sił. Wziąłem go za koszulkę i rzuciłem nim o komodę, która się rozpadła i narobiła dużo chałasu.
Zbliżyłem sie do lekko zakrwawionej twarzy mojego "przyjaciela" i z pięści przywaliłem mu. Z nosa pociekła mu krew.
-Możesz mnie pobić, ale ja i tak będę kochał Belle.
Nic nie powiedziałem tylko zamachnąłem się i już miałem zostawić kolejne blizny na jego twarzy gdy usłyszałem ją.
-Idioto! Zostaw go! - Bella szybko do nas podbiegła i odepchnęła mnie od Liam'a. Odpuściłem już sobie.
Stałem i patrzyłem na nich. Oni naprawdę do siebie pasują. Teraz mi głupio.
-Harry co ty sobie myślałeś? Dlaczego to zrobiłeś?
Nic nie powiedziałem tylko poszedłem do swojego pokoju. Piekły mnie oczy. Pasują do siebie… Jasna kurwa!
Obok drzwi Bella spotkałem Louisa.
-Harry ty też to słyszałeś?
-Chodzi Ci o te hałasy z dołu?
-Tak.
-To tylko ja szklankę zbiłem.
-Aha.
Co innego miałem powiedzieć? Lou wrócił do siebie, a ja wreszcie położyłem się na swoim łóżku.

*Oczami Belli*

- Liam, nic Ci nie jest?
- Nie, wszystko okey.
- Nie kłam! Możesz się ruszyć?
-Tak. Chyba tak - jęknął
Pomogłam Liam'owi dotrzeć do krzesła. Usiadł na nim, a ja poszłam  po apteczkę.
-O co w ogóle się pobiliście? - Zapytałam wycierając zaschniętą krew z jego twarzy. Chłopaka to chyba zabolało, bo lekko syknął. -No to o co?
-O … ciebie. - Liam powiedział niepewnie. Bardzo mnie to zdziwiło. Dlaczego o mnie?
-Jak to?! O mnie? – zapytałam odsuwając się o krok
-Tak. Bo Harry chciałby się z tobą przespać, a ja...
-A ty? - Przerwałam dezynfekować jego twarz, bo ta rozmowa robiła się coraz dziwniejsza i coraz bardziej krępująca.
-Ja Cię kocham. Kocham Cie Bella. Chciałbym abyś była szczęśliwa. – powiedział cicho patrząc na umazane krwią kafelki.
Jego słowa mnie zatkały. Chłopak coś jeszcze mówił o balkonie itd. Ale go nie słuchałam. Wolałam to sobie przemyśleć.
Bo co ja takiego czuję do Liam'a.
Czy go kocham, chyba..... Chyba??? Nie wiem! A Zayn???? Czy Zayn wyznał mi miłość?
-Bella, czyli nie? - Nie wiedziałam o co mu chodzi, bo się zamyśliłam.
-Liam przepraszam, ale po twoich KOCHAM CIĘ przestałam słuchać.
-Czy zostaniesz moją dziewczyną.
I super! Co mam mu powiedzieć.
-Liam... Muszę to przemyśleć.
Liam wstał od stołu i poszedł, zapewne do swojego pokoju.
Co ja narobiłam?
-Liam czekaj! - Krzyknęłam. Chłopak zatrzymał się na schodach i obrócił w moją stronę.
Szybko do niego podbiegłam i zawisłam na jego szyji. Popatrzyłam w jego piękne, brązowe oczy i namiętnie Go pocałowałam.
Nie wiem co mną kierowało. Widocznie tak miało być.

Rozdział 15. Przestań!!


Nudził mnie horror, w którym krew lała się i lała. Boże! Już nawet porządnego, strasznego horroru stworzyć nie potrafią! Zrezygnowana poszłam do kuchni.
Nie wiecie nawet, jakie było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam paczkę fajek leżącą na stole. O kurde, jak ja dawno nie paliłam! Ręce zaczęły mi się trząść. Rozejrzałam się czy nie ma żadnego z chłopaków. Ostrożnie wyjęłam jedną fajkę z paczki. Jak Zayn się dowie to… no nie będzie za zabawnie.
Wyszłam na taras i odpaliłam jojnt’a. Zaciągnęłam się gęstym, ciemnym dymem. Błogi spokój wypełnił umysł i ciało. Przymknęłam oczy i delektowałam się cudowną chwilą.
- Co ty robisz?! – Za mną stał Harry. Patrzył na mnie nie dowierzając w to co widzi. Rozchylił lekko usta i wybałuszył oczy.
- Palę – powiedziałam cicho. Poszedł  do mnie i wyrwał mi z ręki papierosa.
- Oszalałaś! Wszystko powiem Louisowi! Rozumiem, że masz teraz sporo stresu, ale nie upoważnia cię to do tego, by jarać faje na baloknie!
- Tarasie – poprawiłam go.
- Nie pyskuj! Jestem starszy! – Jaaa! On jest starszy!
- Co z tego że starszy, skoro jesteś głupszy!
- Masz szczęście, że jesteś dziewczyną, bo kiepsko by się to dla ciebie skończyło! – warknął przez zaciśnięte zęby. – Co się z tobą dzieje?
- Jestem po prostu sobą! – krzyknęłam mu prosto w twarz.
- Sobą? A może osobą, która upodobniła się do znajomych by tuszować swój ból! – wysyczał, a ja poczułam jak łzy zbierają się w kącikach oczu. – Chcesz, żeby wszyscy myśleli, że jesteś twardzielką. Swój strach chcesz przenieść na innych!
- Przestań – jęknęłam cicho chowając twarz w dłoniach.
- Cierpisz, bo twoi rodzice nigdy nie mieli dla ciebie czasu, a teraz nie żyją i już więcej ich nie zobaczysz, nie przytulisz. Zamykasz się w sobie, a tak być nie powinno.
- Przestań! – wrzasnęłam do niego. To zaskakujące, jak prawda potrafi ranić. Poczułam, jak Harry obejmuje mnie silnymi rękoma i przyciska do swojego torsu. Odwzajemniłam ten pocieszający gest.
- Przestań z nami walczyć, błagam. Pozwól sobie pomóc – szepnął mi do ucha.
Pomoczyłam jego koszulkę słonymi łzami. Właśnie prawdy się bałam.

***Oczami Harrego***

Bella płakała przeze mnie. Czasem jednak terapia szokowa się przydaje. Może pozwoli mi pomóc sobie. Nich mi tylko zaufa.
Zaprowadziłem ją do swojego pokoju. Na początku chciałem ją zaprowadzić do jej siedziby, ale zaprotestowała.
- Źle się tam czuję – powiedziała.
Nie dziwiłem jej się. Po tym co się stało to było logiczne. Położyła się na moim łóżku i wtuliła się w poduszkę. Chyba nie miała ochoty na rozmowę. Usiadłem cicho przy biurku i patrzyłem na jej jasne włosy. Teoretycznie wolę brunetki, ale Bella nie mogła mi się nie podobać. Długie włosy, zielone oczy, lekko zadarty nosek. Szczupłe ciało, spore piersi… no co?! W końcu facet jestem!
Wstałem i położyłem się koło niej. Oczywiście w bezpiecznej odległości. Nie chciałem, żeby pomyślała sobie, że chcę ją wykorzystać czy coś. To ona przysunęła się do mnie i wtuliła się we mnie. Nie powiem, spodobało mi się to. Zanurzyłem twarz w jej włosach i wsłuchiwałem się w jej spokojny oddech. Zasnęła.
Gładziłem ją po włosach mając nadzieję, że nie zbudzę śpiącej. Miałem ochotę ją pocałować, ale się bałem. Nawet nie samej Bella. Bardziej bałem się chłopaków. A najbardziej Zayna. Widziałem, jak na nią patrzy. Liamowi też podoba się Bella. Niall… on jest jakby obojętny. Znaczy bardzo ją lubi, ale raczej jak siostrę.
Drzwi do pokoju otworzyły się i wszedł…

Rozdział 14. W policzek.

***Oczami Niall'a***

Siedziała skulona na kanapie szarpiąc za frędzelki małej poduszki. Wyglądała, jak mała dziewczynka, której zginął ulubiony pluszak. Słone stróżki łez płynęły po jej rumianych policzkach.
Siedziałem naprzeciwko niej i nie wiedziałem co zrobić. Jak pocieszyć dziewczynę, która przeszła tak wiele?! Byłem bezradny. Dopiero co zaczęło się układać, a już się wszystko spieprzyło. Ona znowu płacze. Louis biegał z telefonem w ręku i chciał dzwonić na policję. Zayn i Liam starali się go powstrzymać. Bella wyraźnie powiedziała, że nie chce glin. Wszyscy uszanowaliśmy jej decyzję… no może nie wszyscy. Louis nadal obstawał przy swoim.
Harry przeszukiwał podwórko. Bawił się CSI, ale rozumiem go. Czuje się bezradnie więc robi co może. A przyznajmy się – nie wiele może.
- Na co niby mamy czekać?! – krzyczał Louis
- Ona nie chce! – Liam też był po denerwowany.
- Louis uspokój się! Krzykiem niczego nie wskórasz! Idź do Belli, ona potrzebuje wsparcia – Zayn po raz pierwszy gadał do rzeczy. Zazwyczaj olewał poważne sprawy i żartował z nich. Tym razem wziął wszystko na poważnie.
- Ja… nie mam już siły
- Rozumiemy to – pocieszał Liam Louisa.
- Podjąłem decyzję. Zabieram Isabellę do Polski. W Londynie spotkały ją same złe rzeczy. Nie pozwolę by dalej cierpiała – powiedział cicho Louis.
- A co z zespołem?! – zapytał Zayn.
- To koniec. Jak mam być w zespole, skoro będzie nas dzielić morze?
- Może jeszcze się wszystko ułoży – Liam był po denerwowany.
- Co się ułoży?

***Oczami Liam'a***

On chciał ją zabrać. Już pieprzyć ten cholerny zespół! Nie pozwolę zabrać sobie Belle. Zrozumiałem, że ja kocham. Chyba od początku tak było. Pomimo tego, że się nie dogadaliśmy czułem, że jest mi bliska.
Wiem, że Zayn czuje podobnie. To widać i nie podoba mi się to. Nie dam się spławić. Zrobię wszystko, żeby została. Jeśli się nie uda, wyjeżdżam z nią.
- Nie możesz tak po prostu wyjechać! Zostawisz nas?! – zapytał Harry stając w drzwiach kuchennych.
- Ona jest najważniejsza.
- Skoro jestem najważniejsza, to powinieneś spytać mnie o zdanie – za Harrym stała Bella. Była blada. Oczy miała podkrążone. Nialler był tak samo zmartwiony, jak my.
- Bella! Wiem, że nie chciałaś tu przyjeżdżać, a ja cię do tego zmusiłem… - Zaczął Lou, ale nie pozwoliła mu skończyć.
- A teraz ja nie chcę stąd wyjeżdżać! – powiedziała zaskakując nas wszystkich.  – Już się przyzwyczaiłam do tego miejsca. Nie chce przyzwyczajać się od nowa, w której szufladzie są widelce i w której szafce jest mąka.
Łza spłynęła po jej gładkim policzku zostawiaj mokry ślad. Niall przytulił ją, a ona odwzajemniła gest. Coś zakuło mnie w okolicy serca. Przytulił ją i to niby nic nie znaczy, ale… nie ważne.
- Idę spać – oznajmiła cicho – Jestem zmęczona.
- Odprowadzę cię – powiedział Niall.
Odeszli.
Ja również poszedłem do swojego pokoju. Usiadłem na łóżku i schowałem twarz w dłoniach. Dzisiaj tak wiele się wydarzyło. Miałem dość, padałem na pysk.
Zadzwonił telefon. Niechętnie odebrałem.
- Cześć Liam – Bożee, akurat w takiej chwili musiała dzwonić Daniell.
- No… - na żadną inną odpowiedź nie było mnie stać.
- Wiesz muszę ci coś ważnego powiedzieć…
- Czekam…
- To koniec – może gdyby sytuacja była inna to bym się przejął. Niestety ja już też miałem dość tego związku. Dan mnie olewała.
- Ok. Spoko. To wszystko? – powiedziałem zmęczony kładąc się i wciskając głowę w poduszkę.
- Nie przejąłeś się?! – krzyknęła do słuchawki.
- Nie dziś, powodzenia w dalszym życiu – rozłączyłem się.                        
Jakoś nie miałem ochoty na dalszą rozmowę. Kochałem ją, ale to już przeszłość. Od dawna wszystko się psuło. W końcu musiało się skończyć.
Wstałem nie spiesznie i wyszedłem na balkon. Siedziała tam Bella. Usiadłem obok niej.
- Nie śpisz? – zapytałem. Pokiwała przecząco głową.
- Jakoś nie mogę. A ty? Wyglądasz na przemęczonego
- Dziewczyna ze mną zerwała – powiedziałem obojętnie.
- Przykro mi
- A mi nie. Czułem, że już długo razem nie będziemy. Daniell zaczęła mnie ignorować. – czułem, że mogę jej powiedzieć wszystko. Ona mnie wysłucha i nie wyśmieje. Bella była inna niż wszystkie. – Nasze kontakty ochłodziły się.
- Czasem tak jest. Para myśli, że to miłość na zawsze, a tak naprawdę – spojrzała na mnie zielonymi oczyma – powinni się cieszyć, że wytrzymali aż tak długo.
Między nami zapanowała cisza. Nie była krępująca, przynosiła ukojenie. Siedziałem patrząc na jej spokojną twarz.
- Dlaczego nie chcesz wrócić do Polski?
- Bo nie chce kończyć Louisa kariery. Bądźmy szczerzy – on nie chce stąd wyjeżdżać.
- Ale chce twojego dobra …
- Wiem – przytuliła się do mnie, głowę przyciskając do mojego torsu. – Ale ja nie będę szczęśliwa, kiedy on będzie się smucił.
- Jesteś taka inteligenta. – powiedziałem z podziwem.
- Dzięki za komplement. Czasem myślę, że nikt nie widzi tego jaka jestem, tylko to jak wyglądam. Nawet nie wiesz, jak to denerwuje – powiedziała cicho – To, że jestem blondynką nie znaczy, że jestem głupia. Nienawidzę stereotypów. One potrafią zrujnować życie.
- Zgadzam się z tobą. Też mnie denerwuje, gdy ludzie patrzą na to, że jestem sławny. Dziewczyny lecą na moją kasę. – westchnąłem – Z Daniell nie martwiłem się o to, że jest łakoma na pieniądze. Jej ich nie brakowało.
- Jesteś porządnym chłopakiem, znajdziesz kogoś, kto to doceni. – uśmiechnęła się do mnie blado.
- Mam nadzieję.
Lekki wiatr delikatnie owiewał nasze twarze. Czułem błogi spokój. Zasnąłem.

*** Oczami Belli ***

Obudziłam się o brzasku przytulona do Liama. Wstałam po cichutku i zostawiłam go samego na balkonie. Wyjęłam z szafy ubrania i poszłam wziąć prysznic. Odkręciłam wodę i weszłam pod natrysk. Namoczyłam włosy i namydliłam ciało kokosowym płynem. Uwielbiam kokos i cynamon.
Drzwi do łazienki otworzyły się. Stanął w nich zaspany Harry.
- Aa aa! – krzyknęłam.
- Sorry! – wrzasnął Harry potykając się i upadając na płytki. Prędko wyczołgał się z łazienki i zatrzasnął drzwi. Po chwili zaczęłam się śmiać.
Opłukałam się i wyszłam spod prysznica. Ubrałam się w to.
Zeszłam na dół. Przy stole siedział Harry. Spojrzał na mnie i zarumienił się.
- Cześć Harry. Coś ty taki czerwoniutki? – zapytałam rozbawiona.
- Sorry, że wlazłem ci do łazienki, jak się kąpałaś…
- E tam! – machnęłam ręką – Bardzo boli dupa po upadku?
- A jeśli powiem, że bardzo to dostanę buziaczka?! – zapytał rozbawiony.
- W dupę?! – zapytałam zdziwiona.
- Nieee! W policzek – nastawił policzek.
- No dobra. – cmoknęłam go delikatnie i poszłam do salonu oglądać nudny film.

Rozdział 13. Oskalpuje gnoja.

*** Bella ***

Wstałam z łóżka. Od razu poszłam do łazienki. Musiałam się ogarnąć, bo nie wyglądałam dobrze. Podkrążone oczy, blada skóra. Nie wyspałam się. Ubrałam się w to i zeszłam na dół. W kuchni krzątał się Niall. Hmmm… po kuchni to za wiele powiedziane. Tylko dupka wystawała mu z lodówki.
- Niall… - powiedziałam stając obok niego. Przestraszony podniósł się i uderzył głową o przeszkloną półkę w lodówce. Jajko poturlało się o niej i wylądowało na nodze chłopaka. Zaczęłam się śmiać. Niall popatrzył na mnie złowrogo.
Wyjęłam z szafki miseczkę i nasypałam płatków czekoladowych. Zalałam je zimnym mlekiem i usiadłam do stołu. Przeglądając gazetę łyżka machinalnie kursowała od miski do moich ust.
Zjadłam i poszłam do swojego pokoju. Z biurka wyjęłam kartkę i zaczęłam bazgrolić. I tak, nie miałam nic innego do roboty.
Zarysowałam dwadzieścia kartek. Dwadzieścia! Sama nie wierzyłam, że jestem do tego zdolna. Nie zwracałam uwagi na to co się dzieje dookoła. I to był mój błąd.
- Masz wielki talent! – Harry oparł podbródek o moją głowę. Wziął do ręki jeden z obrazków i zaczął go oglądać.
- Wcale, że nie! – Próbowałam wyrwać mu z dłoni kawałek papieru, ale jednak był silniejszy, szybszy i… wyższy. Mruczałam przekleństwa pod nosem.
Zarzuciłam mu ręce na szyję. Zdziwił się, ale nie zareagował. Zbliżyłam się do niego i zaczęłam mówić słodkim głosikiem.
- Harry… oddaj
- Co ja z tego będę miał – zapytał z figlarnym uśmiechem.
- No wi…
Nie zdążyłam dokończyć. Wpił się w moje usta wpychając język między wargi. Byłam tak zaskoczona, że nie wiedziałam co robić. Tak nie miało być, ale przyznam – przyjemnie. Całował nieziemsko. Nogi się pode mną ugięły. Stałam się wiotka i uległa.
- Masz może jeszcze… u lala… - gwizdnął Zayn. Odskoczyłam od Hazzy. Poczułam, jak fala gorąca zalewa moje policzki. Zayn patrzył raz na mnie, raz na Stylsa. – To ja może nie będę przeszkadzał.
Wycofał się z pokoju. Usiadłam przy biurku i wbiłam wzrok w ostatnią, pusta kartkę papieru. Harry wyszedł z pokoju, a ja odetchnęłam z ulgą.

***Zayn***

Ale miałem nerwa! Jeśli ktoś się mnie zapyta, jak to jest zobaczyć swoją miłość całującą się z najlepszym przyjecielem, to opisze mu to całą gamą przymiotników. Poszedłem do swojego do swojego pokoju i trzasnąłem drzwiami. Zdawałem sobie sprawę z tego, że Bella podoba się nie tylko mi, ale też Liamowi, Harremu i Niallowi.
Położyłem się na łóżku i włączyłem laptopa. Zacząłem przeglądać serwisy plotkarskie. Miałem ochotę rozwalić ten przeklęty komputer.
„ Nowa dziewczyna Harrego Stylsa?! Czyżby, piękna blondynka była wybranką jego serca?!”
Zdjęcia przyprawiły mnie o ból głowy. Nie miałem ochoty ich oglądać! Nie chodziło mi wyłącznie o zdjęcia.
Ubrałem się i wyszedłem z domu. Po ci miałem tam siedzieć?! Żeby ciągle o niej myśleć?! Nie dziękuję!
Poszedłem do parku. Niby oklepany scenariusz, ale gdzie miałem iść. Usiadłem na ławce przy fontannie i patrzyłem, jak krystalicznie czysta woda wytryskuje z rzeźby syreny. Uspokoiłem się nieco, ale nadal nie mogłem zapomnieć.
Siedziałem w tym parku dopóki ciemność nie ogarnęła wszechobecnej zieleni. Ruszyłem w drogę powrotną do domu. Nie miałem ochoty na spotkanie z fankami. Nie teraz!

***W domu***

- Ja chcę Harrego Pottera! – wrzeszczał Hazza.
- Oglądamy „Zieloną Milę”! – sprzeczał się z nim Louis.
Wszedłem do salonu i usiadłem na kanapie.
- Gdzie ty byłeś?! – krzyknął Liam – Martwiliśmy się!
- No i co w związku?! – zapytałem.
- Mogłeś chociaż powiedzieć dokąd idziesz! – krzyknął Harry.
- Akurat ciebie nie powinno to obchodzić! Masz Bellę?! Nią się zajmij! Ode mnie wara!
- Zaraz! Jak to ma Bellę?! – krzyknął Louis – Jeśli tknąłeś ją jednym palcem, to urwę ci łeb przy samej dupie! – odgrażał się Stylsowi.
- Spokojnie! – Hazza chciał załagodzić sytuację, ale kiepsko mu to szło.
- No tak! A to, że się z nią całowałeś, to nic nie znaczyło?! – zapytałem.
- Dajcie spokój! Nie jest małą dziewczynką, a ja nie zrobiłem jej krzywdy!
- Zabiję! Uduszę! Urwę przyrodzenie! – wściekał się Lou
- Tylko ją pocałowałem! Nie poszedłem z nią do łóżka!
- DOŚĆ! – zakończył nasz spór Liam – Jeśli Bella się na to zgodziła, to nie macie o co się wściekać! Dajcie spokój. Harry ma racje – nie jest dzieckiem i może decydować o sobie.
Zadudniły kroki na schodach. Do salony wpadła rozwścieczona Jess.
- Rozumiem, że źli jesteście za moje kawały, ale żeby mi takie cos robić – warknęła.
- O co chodzi? – zapytałem.
- Nie wiem, który to, ale mnie to nie bawi!
- No powiedz wreszcie! – ponaglił ją Niall.
- O to! – rzuciła nam pod nogi czerwony gorset i pończochy samonośne. Myślałem, że udławię się własną śliną. Zagotowało się we mnie. – Rozumiem, że to taki wiek. Same zboczone myśli, ale żeby takie coś?!
- Bella, to nie my. – powiedział poważnie Liam. Mina jej na chwilę zrzedła. Po chwili ciszy wybuchła śmiechem.
- Prawie się wam udało mnie nabrać! – powiedziała rozbawiona.
- My nie żartujemy – powiedziałem.
- Jaki nie wy to kto? – zapytała przerażona – Nikogo więcej tutaj nie było!
- Skąd to masz?! – zapytał Liam z nie mniejszym przerażeniem
- Było… w paczce… na moim łóżku – rozpłakała się – Razem z czerwoną karteczką.
Louis pobiegł na górę. Ruszyłem za nim potykając się o własne stopy. Serce waliło mi, jak oszalałe. Ktoś był u nas w domu. Chce czegoś od Belli.
Louis wpadł do pokoju i czekoladowych ścianach. Na łóżku leżało pudło. Białe z czerwoną kokardą. Obok niego leżała karteczka. Louis rozejrzał się po pokoju. Nic nie wzbudzało większych podejrzeń. Podszedłem do łóżka i przeczytałem napis na karteczce.
„Ubierz to dla mnie!” Ścisnęło mi gardło. Myślałem, że się uduszę.
- Balkon – powiedział cicho Louis. Oszklone drzwi były otwarte. Śnieżno biała firanka powiewała niesiona podmuchami letniego wiatru.
- Myślisz, że ktoś wszedł tu przez balkon – Spojrzałem na ślady błota przy wejściu.
- Jakiś zboczeniec pcha się do mojej kuzynki – jęknął Tomilson – Oskalpuje gnoja!