sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział 11. Zapnij mi ten stanik!

 Wstałam rano i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Wzięłam laptopa z półki i zaczęłam przeglądać jakieś bzdury. Mój spokój zakłócił głośny krzyk. Drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem. Stał w nich rozjuszony Zayn! Włosy miał różowe. Zaśmiałam się głośno.
- Zabiję! – krzyknął i rzucił się na mnie. Zrobiłam szybki unik i uciekłam z pokoju zamykając za sobą drzwi.
Zbiegłam po schodach uważając, żeby się nie potknąć. Patrzyłam za siebie i z impetem wpadłam na rozjuszonego Harr'ego. Śmiałam się jeszcze głośniej widząc jego oklapłe włosy. Louis stojący w drzwiach salonu również tarzał się po ziemi śmiejąc się głośno.
Poczułam, jak ktoś łapie mnie z biodra i unosi ponad podłogę. To był Zayn, przewiesił mnie sobie przez ramię. Próbowałam się wyrwać, ale nie za bardzo mi to szło.
- No puszczaj! – wrzeszczałam, gdy wyniósł mnie na zewnątrz.
- Kara ci się należy! – warknął.  Stanął nad basenem.
- Czekaj  Zayn! Bells, gdzie są moje żelki?! – krzyczał Niall.
- W piwnicy – odparłam szczypiąc mulata po plecach. Syknął z bólu, ale nie puścił mnie.
Wziął mały rozbieg i wskoczył do basenu. Chłodna woda dostała się do nosa i oczu. Wynurzyłam głowę z wody i posłałam zdenerwowanemu Malikowi pełne wyrzutu spojrzenie. Jasna koszulka przykleiła się do ciała. Zayn wybałuszył oczy. Przez przemoczony materiał prześwitywały piersi. Nie lubię spać w staniku!
- No i co się tak gapisz?! Cycków nie widziałeś?! – krzyknąłem uderzając otwartą dłonią w taflę przeźroczystej wody.
- No widziałem. Nie raz, nie raz – uśmiechną się kpiarsko – Widziałem większe!
Zagotowało się we mnie. Żałowałam, że farba zmyje się po dwóch dniach. Nagle niesforne krople wody zrosiły moją twarz. Harry wskoczył do basenu. Nie miał już takich prostych włosów. Pod wpływem wody -pofalowały się i skręciły.
Zbulwersowana podpłynęłam do drabinki w drapałam się na trawę okalającą basen. Liam siedzący na tarasie otworzył szerzej oczy.
- Dorośli faceci cycków nie widzieli ! – krzyknęłam patrząc to na chłopaków w basenie, to na zawstydzonego i zmieszanego Liam’a.
Weszłam do domu mijając Liama, który zaczął nerwowo skubać pasek od swoich kąpielówek. Zaśmiałam się widząc, jak się czerwieni.
Poszłam się przebrać w strój kąpielowy. Wybrałam ten z flagą amerykańską. Bardzo go lubię. Maciek pomagał mi go wybierać. Wzięłam ręcznik, olejek do opalania, moje ukochane okularki i wyszłam do chłopaków. Szkoda marnować takiego pięknego dnia.

Wszyscy leżeli na leżakach, przy basenie. Jedyny wolny leżak był między Harrym, a Malikiem. Mało uśmiechało mi się leżenie pomiędzy tymi debilami, ale no trudno!

Rozłożyłam ręcznik na siedzisku. Włożyłam okulary i położyłam się na plecach. Zayn uśmiechnął się pod nosem. Wydawało mi się, że patrzy się na mnie, ale nie mogłam tego stwierdzić jednoznacznie. Miał zbyt ciemne okulary.
Olałam to i pozwalałam, żeby słońce pieściło moją skórę. Wzięłam olejek i natarłam nim brzuch, ramiona dekolt, uda, łydki. Sporo uwagi poświęciłam rękom.
- Cynamon… - westchnął rozmarzony Zayn wciągając powietrze nosem. Zmarszczyłam brwi i powąchałam swoją dłoń.  Miał nosa! Zaiste, cynamon! Położyłam się powrotem i zamknęłam oczy. Odprężałam się słuchając śpiewu ptaków.
- Leci bomba! – krzyknął Louis i wskoczył do basenu podkurczając nogi. Za nim pobiegł Niall. Patrzyłam, jak beztrosko chlapią się w wodzie.
- Zapozujesz mi do zdjęcia? – zapytał Styles robiąc maślane oczęta. I jak tu takiemu odmówić?!
- No dobra!
- Stań tam pod ścianą i przyjmij seksowną pozę! –powiedział przesyłając mi perskie oczko. Westchnęłam głośno i zrobiłam co kazał. Harry cyknął mi fotkę.
- Ej! Czy mi się wydaje, czy cyknąłeś zdjęcie mojemu ciału, a nie mnie?! – krzyknęłam do niego.
- Nie wydaje ci się! – uśmiechną się cwaniacko
- Idiota! – powiedziałam do niego i położyłam się z powrotem na leżaku. Tym razem na brzuchu.
- Liam – powiedziałam biorąc do ręki olejek do opalania. Patrzyłam na zdziwioną minę Malika – Posmarujesz mi plecy? Proszęęę!
Liam bez słowa podszedł to mnie i zaczął nacierać moje plecy. Mulat patrzył na nas z uniesionymi brwiami. Boże, ale on śmiesznie wyglądał, taki naburmuszony! Chciało mi się śmiać, ale ostatkiem się powstrzymałam.
Dłonie Liama gładziły delikatnie skórę. Niestety poszło mu szybko i wrócił na swój leżak. Zayn burczał coś pod nosem, ale nic nie zrozumiałam.
- Co tam jęczysz? – zapytał Liam.
- Jestem lepszym masażystą – warknął do nas, a my zaczęliśmy się śmiać, bo co innego mamy robić. Usłyszałam dzwonek telefonu dochodzący z domu. Wstałam z leżaka i chciałam odebrać. Poczułam, jak górna część bikini zsuwa mi się z ciała. Zasłoniłam swoje wdzięki i spojrzałam za siebie. Malik uśmiechał się kpiarsko trzymając sznureczek od zapięcia.
- Zawiąż mi to teraz! – wrzeszczałam
- Poproś!
- Szybko! – wrzeszczałam. Czułam, jak policzki czerwienieją mi ze złości.
- Magiczne słówko!
- No proszę!
- Grzeczniej – droczył się ze mną, Liam leżał spokojnie ze słuchawkami w uszach.
- Zayn, bardzo cię proszę, zapnij mi ten stanik. – powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
- Ależ proszę, kotku – Jak to powiedział to w mojej głowie zawrzało. O mały włos, a dostał by z kolanka w krocze. Na szczęście byłam tak ciekawa kto dzwonił, że poszłam do domu zobaczyć kto i do kogo dzwoni.
Telefon leżał na komodzie. Jedno nieodebrane połączenie. Telefon Louisa. Miałam ochotę oddzwonić, ale nie będę aż taka chamska.
Wyszłam na taras i krzyknęłam
- Louis! Ktoś do ciebie dzwonił!!
- Idę! – krzyknął przez śmiech. Położyłam telefon na stole w kuchni i poszłam na górę pograć w CS’a. Miałam ochotę na zabicie paru przeciwników. Wbiłam na pierwszego lepszego serwa. Zaczęłam zabawę.
- Head shot! – głos w komputerze mnie drażnił, ale dzisiaj właściwie wszystko mnie drażniło.
Grałam ponad półtorej godziny. Zegarek wskazywał 14:51. Przebrałam się w to i zeszłam na dół. Chłopaki zjadali pizze. Usiadłam koło Louisa i zabrałam jeden kawałek.
- Ten był mój! – krzyknął Niall. Odłożyłam kawałek i wzięłam inny. – Ten też! I tamten! I dwa pozostałe!
- Niall, ja też jestem głodna! – powiedziałam zawiedziona.
- No to weź sobie jeden! Ale tylko jeden!
Wzięłam i jadłam powoli. Patrzyłam tempo w telewizor i myślałam o niebieskich migdałach. Strasznie bolała mnie głowa.  Poszłam do kuchni i zaczęłam szukać czegoś, co uśmierzy dokuczliwy ból.
- Czego szukasz? – do pomieszczenia wszedł Liam.
- Coś na ból głowy, jeśli można tatusiu. – powiedziałam uśmiechając się.
Otworzył szafkę i wyjął z niej jakiś pojemniczek z pastylkami. Podał mi je razem ze szklanką pełną wody truskawkowej. Łyknęłam tabletkę i wypiłam zawartość szklanki jednym haustem.
- Dzięki
- Proszę, zawsze do usług – uśmiechnął się. Jak się nie wydzierał, to można z nim było w miarę normalnie pogadać. – Przejdziesz się ze mną?
Zaskoczył mnie.
- No dobrze.
Pobiegłam na górę się przebrać. Wygrzebałam z szafy to i ubrałam się. Wzięłam telefon i portfel pieniędzmi. Zeszłam na dół. Liam był już ubrany.
- Idziemy? – zapytał.
- No jasne – uśmiechnęłam się. 

piątek, 13 czerwca 2014

Rozdział 9. Oni spadali.


Obudziły mnie jasne promienie słoneczne wpadające przez otwarte drzwi balkonowe. Uniosłem głowę z poduszki i rozejrzałem się po pokoju. Czyli to nie był sen. Ona naprawdę w nocy płakała, a ja zostałem z nią i utuliłem do snu jak małą dziewczynkę . Tylko… gdzie ona teraz do jasnej cholery jest? Miejsce obok mnie było puste. Materac był zimny, więc już długo jej nie ma. Nerwowo rozejrzałem się po pokoju. Nie było jej. Wstałem z materaca zrzucając kołdrę na podłogę.
Wyszedłem na balkon. Siedziała tam. Skulona pod ścianą, kolanami dotykała brody i patrzyłam się w panoramę rozciągniętą przed nią. Wyglądała tak... niewinnie, bezbronnie i... uroczo. Stary o czym ty myślisz?! Masz dziewczynę.
- Hej – zacząłem niepewnie. Spojrzała na mnie oczyma pozbawionymi blasku. Wyglądałam na zmęczoną. Zmęczoną życiem.
- Krzyczeli – jej głos był pozbawiony jakichkolwiek uczuć. Wyglądała okropnie. Tak bardzo chciałem ją pocieszyć, ale jak? – Samolot spadał, oni wszyscy wiedzieli, że zginą. Ci posrani piloci się poddali, nie walczyli o życie moich rodziców.
- Bella posłuchaj…
- Ja nie mogłam nic zrobić! Wołali mnie! – łzy ciekły po jej rumianych policzkach zostawiając ślady. Usiadłem koło niej i przytuliłem Bella mocno. Nie potrzebowała słów, one nie przyniosły by jej ukojenia. Potrzebowała czuć, że nie jest sama.
Długo nie mogła się uspokoić. Dziwiło mnie, że jeszcze nie sięgnęła po papierosa. Pewnie wypaliła wszystkie i nie wie, gdzie pójść, żeby jej je sprzedali.
- Liam, kupisz mi fajki? – o mało nie udławiłem się własną śliną. Nadal płakała, ale zaczynała myśleć o używkach.
- Nigdy w życiu, zapomnij. Koniec z paleniem – powiedziałem stanowczo.
- Nie zabronisz mi – odparła spokojnie ocierając łzy.
- Nie, ale wszystko powiem Louisowi. Jesteś niepełnoletnia…
- Ale nie jestem już dzieckiem i mogę decydować o sobie! – warknęła odsuwając się ode mnie.
Wstała i weszła do pokoju. Ja siedziałem nadal delektując się przyjemnymi promieniami słońca.

***Harry***

Wstałem z łóżka prawą nogą i wziąłem swoje rzeczy i poszedłem do łazienki. Pech chciał, że Zayn był szybszy.
- Zayn wyłaź stamtąd! – wrzeszczałem tłukąc pięściami w drzwi.
- Kochaniutki, jeszcze chwilę! Jeden kosmyk nie chce się ułożyć!
Wściekły zszedłem piętro niżej i wszedłem do drugiej łazienki. Ubrałem spodnie i koszulkę. Właśnie czesałem włosy, gdy drzwi od łazienki otworzyły się na oścież. Zaskoczony obróciłem się przodem do nich. Bella z dużą prędkością weszła w mnie. Dla zachowania równowagi zarzuciła mi ręce naszyję, pociągając przy tym delikatnie za włosy. Złapałem ją w tali i przyciągnąłem bliżej siebie.
- Przepraszam – bąknęła zawstydzona. Uśmiechnąłem się tylko na widok jej rumianych policzków.
- Nie ma sprawy – wyrwała się z mojego uścisku i wyszła z łazienki zostawiając swoje rzeczy porozrzucane na podłodze.
Szybko pozbierałem się do kupy i szybkim krokiem wyszedłem z pomieszczenia. Krzyknąłem tylko, że łazienka wolna i zszedłem na dół. Rozsiadłem się wygodnie w fotelu wystawiając nogi na stół.
- Harry zabierz te nogi ze stołu! – warknął Niall.
- No dobra! – powiedziałem markotnie.
- Co robimy? – zapytał.
- Wydawało mi się, że siedzimy. Wiesz, mogę się mylić – powiedziałem uszczypliwie. Horan popatrzył na mnie z pod byka.
Wziąłem jakiś magazyn leżący na stoliku. Otworzyłem go na przypadkowej stronie. Ze zdziwieniem patrzyłem na dziwnie poukładane litery. Z dziwną miną przyglądałem się literce „o” z kreseczką u góry. Polski jest dziwnym językiem. Jedyne do z niego zrozumiałem to… Rihanna! No to by było na tyle. Przeglądałem kolorowe zdjęcia. Nic nie rozumiałem z treści, ale pooglądać nie zaszkodzi. Nawet nie zauważyłem, że Bella usiadła koło mnie.
- Po co to oglądasz? Przecież i tak nic nie rozumiesz – wyrwała mnie z czytania. Nie, to złe słowo. Wyrwała mnie z oglądania obrazków.
- Jak się czyta tą literę – wskazałem na śmieszne „ó”
- To jest „ó” – powiedziała uśmiechając się szeroko, jej oczy jednak były smutne.
- Śmieszny jest ten język, pełno nieznanych mi literek – zaśmiałem się – nauczyłabyś mnie Polskiego?
- Ale on jest całkowicie nie przydatny – powiedziała zaskoczona.
- No i co! Ale ja chcę i koniec!
- Jesteś jak dziecko – zaśmiała się, a jej oczy się rozpromieniły. Wyglądała tak słodko. Lekko rozczochrane słomiane włosy, błękitne oczy. Cudowna dziewczyna.
- Idę się przebrać – powiedziała, wstała i po prostu wyszła.
 Niall siedział w ciszy i patrzył na wyłączony telewizor. Wyglądał na niewyspanego. Jego powieki opadały i unosiły się lekko. Patrzyłem, jak zmaga się z własnym pragnieniem snów. Ostateczną bitwę przegrał. Zasnął pochrapując cicho. Wyszedłem z salonu i skierowałem się do swojego lokum.

*** Bella  ***

Słońce świeciło za oknem i zapraszało do wyjścia na zewnątrz. Postanowiłam nie ignorować jego zachęty. Weszłam do pokoju i ubrałam mój strój kąpielowy w gwiazdki. Wyciągnęłam ręcznik i postanowiłam zrobić użytek z basenu chłopaków. Owinięta ręcznikiem ze Skalmar'em i wyszłam na podwórko. Około dużego basenu ustawione było pięć leżaków. Podeszłam do jednego z nich i rzuciłam na niego żółty ręcznik plażowy. Usiadłam wygodnie i ubrałam okulary przeciwsłoneczne. Za te Ray Bany zapłaciłam kupę kasy, ale nie żałuję. Były wygodne i dobrze chroniły oczy przed wścibskimi promieniami słońca.
Wygrzewałam się zapominając o wszelakich zmartwieniach.
- Można się dołączyć – Zayn usiadł na leżaku tuż obok. W samych kąpielówkach położył się na leżaku.  Ręce skrzyżował za głową. Mimowolnie przyglądałam się jego umięśnionym ramionom, klacie, wyrzeźbionemu brzuchowi. Imponujący widok. Wyglądał tak męsko. Kuźwa, o czym ja myślę?! – brudny gdzieś jestem?
- Nie, nie! Sorry! – powiedziałam zażenowana, że przyłapał mnie na tym jak się na niego patrzyłam. Obróciłam się na brzuch wystawiając plecy na działanie promieni słonecznych.
- Nasmarować ci je olejkiem? – zapytał niepewnie.
- Jeśli możesz – odparłam uśmiechnięta. Wylał mi na plecy nieco olejku i zaczął go wcierać kolistymi ruchami. Najpierw ramiona, następnie kark. Z każdą chwilą czułam, jak przyjemne ciepło rozchodzi się w moim wnętrzu. Jego silne dłonie gładziły skórę wzdłuż kręgosłupa. Delikatnie dociskał dłonie do łopatek. Zjeżdżał coraz niżej pokrywając moje ciało tłustym olejkiem o zapachu Świerzych pomarańczy i brzoskwiń. Westchnęłam głośno.
- Już – powiedział zadowolony z siebie.
- Dziękuję, jesteś dobry w masażu – wyszczerzyłam się.
- Wiesz praktyka czyni mistrza. – odsłonił śnieżno białe zęby uśmiechając się uroczo. – Może przejdziemy się gdzieś?...

wtorek, 3 czerwca 2014

Rozdział 8.Zostaniesz ze mną?

***Louis***


Bella nie chciała mi nic powiedzieć. Zdradziła mi tylko tyle, że Niall jest świetny. Czyli, że oni razem, ten tego, no…?! Jeśli tak, to urwę Horanowi jaja! Łaziłem za nią i starałem się wyciągnąć od niej jakieś informacje. Niestety na próżno.
Weszła do swojego pokoju i usiadła do biurka. Wyjęła z teczki kartkę i zaczęła coś rysować.
- Bello co cię łączy z Niallem? – zapytałem kładąc się na łóżku. Położyłem głowę na poduszce i poczułem nocny zapach męskich perfum. Dokładniej Harrego. – I co, do jasnej cholery, robiłaś ze Stylesem w łóżku?!
- Jejuu, ale ty jesteś zboczony! Ty tylko o jednym! Skoro chcesz wiedzieć, to Harry potrafi zadowolić kobietę, a Niall – westchnęła – jest taki delikatny!
- Spałaś z nimi?! – krzyknąłem podnosząc się z miękkiej pościeli. Wybiegłem z pokoju z zamiarem urwania Harremu i Niallowi jaj.
Obaj siedzieli w salonie, Zayn spał na kanapie mamrocząc coś o cyckach.
- Zabiję was obu! Jak matkę kocham, zginiecie marnie! – warknąłem podchodząc do Hazzy.
- Ale o co chodzi?! – wrzasnął wstając i uciekając, jak najdalej ode mnie.
- Nie udawaj głupa!
- Ja na serio nie wiem o co ci chodzi! – z przerażoną miną cofał się w stronę schodów.
- Takk?! A co robiłeś u Belli w pokoju?!
- Leżałem na łóżku i przeglądałem jej SMS-y! Jeśli chodzi ci o ten, tego, to nic takiego nie było! – Czyli kłamała, a to podła kuzyneczka. Żebym dał jej spokój, nagadała na chłopaków. Z Niallem pewnie też kłamała.
- No chodź do mnie mała! – mruknął przez sen Zayn.
Wszyscy spojrzeliśmy zdziwieni po sobie. Podeszliśmy do niego bliżej i słuchaliśmy co mówi.
- Pokarz co tam masz. Och Bells, jesteś taka…
- Zayn! – wrzasnął Harry, a zdezorientowany mulat spadł na podłogę. Super! Mam czterech facetów, fantazjujących o mojej kuzynce. – Jak ty się wyrażasz o mojej Belli?!
- Twojej?! – wrzasnął zaspany masując obolały pośladek. – Ona nie jest jeszcze twoja!
- Dobrze to ująłeś, JESZCZE! – powiedział zadowolony Harry.
- Jak dzieci! – do pokoju wszedł Liam. Jemu to chyba nie zależy na uwadze dziewczyny. I dobrze, o jednego mniej! Chociaż wolałbym, żeby to on się nią interesował, a Zayn albo Harry byli obojętni co do niej.


*** Bella ***


No dobra! Skłamałam! Ale on nie dałby mi spokoju i musiałbym powiedzieć mu o prochach, i o tym że Niall je znalazł! Miałam chociaż spokój. W spokoju rysowałam twarz dziewczyny. Miała mieć w miejscu ust kości i zęby. Take miałam „widzi misie” i tak rysowałam.
- Mogę? – przez uchylone drzwi wystawałam głowa blondyna.
- Wchodź – odpowiedziałam obojętnie nie przestając rysować.
- Powiedziałaś Louisowi, że spałaś ze mną i Harrym – powiedział opierając podbródek na czubku mojej głowy.
- On tak myślał, a ja…
- A ty go w tym przekonaniu utwierdziłaś. – nastała chwila ciszy – To ty narysowałaś?!
Wyrwał mi kartkę i zaczął dokładnie oglądać szkic. Nie protestowałam, wyszedł nieźle, więc nie miałam się czego wstydzić.
- Ja pokarzę chłopakom! – krzyknął uśmiechnięty Horan i pobiegł w stronę schodów.
- Nie! – krzyknęłam za nim – Niall wracaj!
Zbiegłam schodami na dół. W salonie siedział tylko Liam, który obrzucił mnie wrogim spojrzeniem. Jej! Czyli my nadal się nie tolerujemy?! Dobra, mi to nawet na rękę!
W kuchni wszyscy zebrali się wokół Zayna siedzącego na białym krześle. Przed nim leżał rysunek. Gdy weszłam wszystkie oczy zwróciły się w moją stronę.
- Masz talent dziewczyno, powinnaś go rozwijać! – powiedział Harry.
- Wcale, że nie. Rysuję, bo lubię. To nie ma nic wspólnego z talentem. – zarumieniłam się.
- Zgadzam się z Harrym. Umiesz coś jeszcze, o czym nie wiemy? – zapytał Zayn.
- Nie! – powiedziałam szybko. Nie chciałam mówić im o tym, że tańczę. Nie muszą wiedzieć. Jeszcze Louis by mnie wysłał na jakieś lekcje. Niestety moje kłamstwo wyszło najaw. A przez kogo?! Oczywiście przez Liama!
- Możesz nie kłamać?! – spytał z wyrzutem. Wszyscy spojrzeli na mnie smutnym wzrokiem, a zwłaszcza Niall i Louis.
- No dobra. – powiedziałam. - Lubię jeszcze tańczyć i śpiewać. – Mruknęłam tak cicho, że nikt tego nie usłyszał. Kazali mi powtórzyć. Tak też zrobiłam. Powtórzyłam niewiele głośniej i wyraźniej. Tym razem usłyszał to Niall. Uśmiechnął się szeroko. Wszyscy spojrzeli na niego wzrokiem, który mówił "Co?! Powtórz proszę."
- Lubi jeszcze tańczyć i śpiewać. – ostatni wyraz szczególnie zaakcentował. Wszyscy spojrzeli na mnie z wielkimi bananami na twarzy.
Usiadłam na przeciwko Harrego.
- Głodny jestem! – jęknął Niall.
- Dzisiaj obiadu nie będzie! – wrzasną uśmiechnięty Louis.
- Co?! – blondynowi oczy się zaszkliły.
- Taki żarcik ! Zamawiamy pizze! – wybiegli z kuchni. Zostałam z Zaynem sam na sam.
Nastała cisza. Krępująca i długa.
- Wybacz, że na ciebie tak naskoczyłem. Tak wyszło. Byłem wściekły za twoje zachowanie – zaczął niepewnie palcem wskazującym marząc po konturze twarzy kobiety z obrazka.
- Nie, to ja przepraszam. Głupio się zachowałam, od początku. Jestem dla was wredna, ale nie potrafię inaczej – powiedziałam uśmiechając się do niego blado. Odwzajemnił uśmiech.
- Jak zadzwonił telefon i Louis się dowiedział o tej katastrofie – powiedział spoglądając na mnie – to nie wiedział co zrobić. Jest twoją jedyną rodziną, która może się tobą zaopiekować. Martwił się o ciebie i twoją przyszłość. Chciał rzucić karierę i lecieć do ciebie, do Polski. Ledwo co udało się nam go namówić, żeby sprowadzić ciebie do nas. Uważał, że odciągnięcie cię od znajomych, szkoły i znanych ci miejsc pogorszy sprawę. I miał rację. Z opisu wynikał, że jesteś wesoła, grzeczna i nieuciążliwa. Ale ciągle się z nami kłócisz, bo nas nie znasz. Nie ufasz nam. Boli mnie tylko jedna rzecz… - zrobił pałze i wziął głęboki oddech – Nawet nie chcesz nam dać szansy, żebyśmy się poznali.
Chciał wyjść, ale odezwałam się łamiącym się głosem.
- Ja nigdy nie miałam rodziny – zatrzymał się i spojrzał na mnie przez ramię – rodzice zawsze zaganiani, nie mieli dla mnie czasu. Cały czas radziłam sobie sama. Miałam tylko przyjaciół, z którymi spędzałam czas. Teraz kiedy ich nie ma… ja nie… - po policzkach pociekły mi łzy. Bolesne wspomnienia wracały. Katastrofa, przeprowadzka. Zayn podszedł do mnie i przytulił mnie mocno. Nic nie mówił. Wiedział, że nie chcę litości. Potrzebowałam czuć, że nie jestem sama. Łkałam wtulona w jego ramię. Teraz potrzebna mi była dawka koki, ale Niall wszystko wypieprzył. Nawet fajek nie mam.
- Już dobrze – mulat pogładził mnie po głowie – Chodź! Idziemy obejrzeć film – powiedział radośnie łapiąc mnie za przedramię. Weszliśmy do salonu. Liam wściekłym wzrokiem spojrzał na mnie, ale zaraz złagodniał. Musiałam wyglądać strasznie. Usiadłam koło Nialla. On objął mnie ramieniem nic nie mówiąc.
Horror, znowu! Tym razem film „Trzydzieści dni mroku”. Wampiry. Ale nie takie zakochane wampirzątka, całujące się po kątach i walczące z innymi wampirządkami. Krwawe sceny. Królowa kąpiąca się z metalowej misce z krwią. Nawet, nawet film. Uśmiechnęłam się lekko.
Dzwonek do drzwi. Niall wstał gwałtownie, zostawiając mnie samą.
- Pizza! – wrzeszczał biegnąc do drzwi. Po mojej prawej siedział Liam.
- Mogę się oprzeć – zapytałam nie patrząc na niego.
- Eee… noo… czemu by nie – odparł zakłopotany. Oparłam się o jego ramię i dalej oglądałam film. Liam nie ruszał się, jakby się bał, że sieknę go prądem, gdy to zrobi. Ludzie! Uwierzcie! Ja nie jestem „baba jagą”!
Horan wrócił do salonu z trzema wielkimi pizzami. Postawił dwie z nich na stole, a jedną zagarnął dla siebie. Ja nie byłam głodna. Harry kłócił się z Zaynem o to czyj będzie największy kawałek. Szybko rozwiązałam spór.
- Niall, patrz jaki wielki kawał pizzy!
- Moje! – krzyknął i zabrał trójkątny kawałek, a Malik i Stylese patrzyli na mnie zdziwieni.
- Rozwiązałam spór! – powiedziałam radośnie.
- Jesteś w tym świetna – powiedział Horan przełknąwszy kęs ciasta z sosem pomidorowym i dodatkami.
Film się skończył. Wstałam i bez słowa poszłam na górę. Miałam ochotę na spacer. Przebrałam się więc, zabrałam telefon z półki i zeszłam na dół.
- Idę się przejść! – krzyknęłam do chłopaków.
Szłam powoli zatłoczonymi uliczkami. Ze słuchawek płynęła uspokajająca muzyka. Czasem warto jest pobyć samemu i przemyśleć parę spraw. Szłam w nieznanym mi kierunku, patrząc na nazwy ulic. Londyn, piękne miasto, ale czuję się tu obco.
Doszłam do Big Bena. Piękna, strzelista budowla. Niby nic, zegar na wieży, ale jednak kawał historii i sztuki. Pożałowałam, że nie wzięłam portfela. Mogłabym pójść na London Eye. No trudno następnym razem. I tak mam lęk wysokości, więc nie pooglądałabym Londynu z góry.
Robiło się późno. Szarość zaczęła ogarniać coraz bardziej spokojne ulice. Ruszyłam w drogę do domu, a moim towarzyszem był wiatr i muzyka.


***Liam***

Zaskoczyłam mnie, gdy zapytała mnie czy może się oprzeć o moje ramię. Nie darzyliśmy się sympatią, ale coś się stało. Miała całe oczy czerwone od płaczu. Policzki rumiane i usta spuchnięte. Wyglądała mizernie, tak biednie.
Z Dan mi się nie układa, jest coraz gorzej. Naskakujemy na siebie i kłócimy się o byle co. Wszystko się psuje. Ale nic na to nie poradzę.
Przeleżałem  resztę dnia w łóżku użalając się nad sobą. Do chłopaków zszedłem dopiero wieczorem. Usiadłem z nimi przed telewizorem.
Do domu weszła Bella. Miała twarz zarumienioną od dującego wiatru, włosy rozczochrane, ale była jakby uśmiechnięta.
- Hej– powiedziała krótko.
- Cześć, oglądasz z nami? – zapytał z nadzieją Harry.
- Nie, pójdę się położyć, ale dzięki za propozycje Harry. Dobranoc! – pobiegła na górę.


***


Spać położyłem się późno, nawet bardzo. Coś koło godziny drugiej nad ranem. Może trochę po. Wierciłem się strasznie nie mogą znaleźć dogodnej pozycji, by odpłynąć w krainę snów. Nuciłem sobie jakieś bzdury pod nosem. Z każdą chwilą moje powieki stawały się coraz cięższe.
- Mamooo! – usłyszałem płaczliwy krzyk w pokoju obok.
Zerwałem się z łóżka i pobiegłem do pokoju Izy. Leżała na łóżku wierzgając i mamrocząc coś pod nosem. Podszedłem do niej i usiadłem na skraju posłania.
- Bella?
- Mamo, nie! Samolot! – płakała przez sen.
- Bella?! – powiedziałem głośno. Niemal krzycząc.
Obudziła się wstała gwałtownie, rzucając mi się na szyję. Wtuliła się we mnie. Płakała. Była mokra od potu, a jej skóra kleiła się do mojej.
- Bella, to tylko koszmar, już dobrze. – szepnąłem jej do ucha.
- Oni spadali, a ja nie mogła im pomóc. Mama płakała, ona wiedziała, że już więcej mnie nie zobaczy. Dlaczego akurat oni?! – wtuliła twarz w moją szyję. Gorące łzy stykały się z moją skórą.
- Idź spać, to był tylko koszmar.
- Zostaniesz ze mną? Proszę, ja nie chcę zasypiać sama – spojrzała na mnie oczyma zaczerwienionymi od słonych łez. Nie mogłem jej tak po prostu zostawić. Położyła się kładąc głowę na białej poduszce. Wślizgnąłem się pod kołdrę i przytuliłem ją do siebie. Mogło to dwuznacznie wyglądać, ale trudno. Nie mogłem zostawić ją samej sobie. Jej obecność dobrze na mnie podziała. Zasnąłem w mgnieniu oka. 

Rozdział 7. Jesteś piękna, inteligentna i rezolutna!

Rano nie mogłam podnieść głowy z poduszki. Okropny ból rozdzierający skronie przypominał o wczorajszym wieczorze. Kurde, nic nie pamiętam. Zwlokłam się z łóżka i szurając nogami wlazłam do łazienki. Długa kąpiel nieco ukoiła mój umysł. Wyszłam z wanny i ubrałam się. Włosy spięłam w niesfornego koka. Zatuszowałam sine wory pod oczami. Wyszłam z łazienki. Pech chciał, że wpadłam na Liama.
- I co? Trzeźwa? – burknął.
- Taa.
- A może małe wyjaśnienia? Albo chociaż przepraszam? – powiedział kręcąc głową.
- Niby za co mam przepraszać? – podrapałam się po głowie, a długa grzywka opadła mi na oczy.
- Ooo! Tak się schlałaś, że nic nie pamiętasz? – zapytał sarkastycznie.
- Daruj sobie! – warknęłam i zeszłam na dół.
W kuchni siedział Zayn. Popatrzył na mnie i spuścił wzrok wbijając go w ziemię. Nie rozumiałam co się dzieje. Co ja wczoraj robiłam?!
- Pamiętasz cokolwiek z wczorajszego dnia? – zapytał mnie.
- Eee… nie! Czyli wszystko jest poszło po mojej myśli! – powiedziałam wyciągając jogurt pitny z lodówki.
- Taki był twój plan?! – wrzasnął – Całować się z Harrym w klubie, tańczyć z Niall'em i ciągnąć mnie do łóżka?!
- Co?! – nie wiedziałam czy on mówi poważnie, czy tylko sobie żartuje, żeby mnie wkurzyć. Minę miał poważną, ale skoro umie śpiewać, to może też ma talent aktorski.
- Jajco! Traktujesz nas podle, a jak się schlejesz okazujesz czułości! – mówił z wyrzutem. Nie chciałam go więcej słuchać. Wyszłam szybko z kuchni i pobiegłam schodami na górę. Trzasnęłam drzwiami od pokoju i rzuciłam się na łóżko. Wszystko jest nie tak! Ja chcę wrócić! Do domu, do Polski! Wzięłam paczkę fajek i wyszłam na balkon. Odpaliłam jednego z nich i zaciągnęłam się dymem, delektując się jego mocnym, miętowym smakiem. Zayn mnie zdenerwował, ale miał prawo, żeby na mnie wrzeszczeć. Już nieraz Monia opowiadała mi, co robiłam po pijaku. Raz podobno próbowałam wleźć na kasztanowca stojącego koło domu Kubsona. Szło mi tak dobrze, że wlazłam do połowy iglaka i Dziadzia leciał po drabinę, żeby mnie stamtąd zdjąć.
Trudno, i tak ich nie lubię, więc co się będę przejmować?! Zmartwił mnie tylko ten pocałunek z Hazzą. Nie wyglądało to dobrze. Jak ja się wytłumaczę ze swojego zachowania?
Skończył mi się papieros, a ja czułam niedosyt. Odpaliłam kolejnego.
Wypaliłam całą paczkę i nadal miałam niedosyt. Głowa mnie okropnie bolała, a nie miałam nic na kaca. Postanowiłam się położyć. Włożyłam słuchawki do uszu i usnęłam.


***


Obudziłam się w okropnym humorze. Głowa nadal bolała. Niechętnie rozchyliłam ociężałe powieki. Na moim łóżku siedziała postać. Tak jasne włosy w tym domu miał tylko Niall. Uniosłam się na łokciach i zaspanymi oczyma spojrzałam na niego. Miał dziwaczną minę, sama nie wiem co ona wyrażała.
- Cześć Niall – jęknęłam.
- Co to jest?! – wysyczał przez zaciśnięte zęby. Pokazał mi przeźroczysty woreczek z koką. Popatrzył na mnie z obrzydzeniem.
- Grzebałeś w moich rzeczach?! – wstałam gwałtownie i złapałam się za plecy czując przenikliwy ból.
- Coś ci jest? – zapytał zatroskany.
- Nie! Oddaj! – powiedziałam starając się wyrwać mu woreczek z ręki. Byłam od niego wyższa, ale nadal słabsza. Łzy napływały mi do oczu.
- Po co ci to? – zapytał wkurzony. Nie rozumiem o co się tak wściekał! To moja sprawa, co ja go obchodzę?! Jego błękitne oczy przepełnione były wstrętem i troską. Sama nie wiedziałam co o tym myśleć.
- Proszę oddaj, ja bez tego nie przeżyję! – łzy zaczęły spływać mi po policzkach.
- Bells, daj spokój! Po co ci to?! – zapytał przytulając mnie.
- J-ja nie d-dam rady… bez… tego żyć – szlochałam mu do ucha wtulając się w jego ciało. – tego wszystkiego jest już za dużo. Strata rodziców! Przeprowadzka, utrata przyjaciół. Ja nie daje rady!
- Spokojnie! – uciszał mnie Niall, delikatnie gładząc moje włosy – Masz Louisa i nas!
- Niall, ale tylko ty mnie lubisz! Reszta zachowuje się w stosunku do mnie chamsko. Nie chcę się z nimi przyjaźnić, ja nawet nie chcę ich znać! Jedyne czego pragnę, to wrócić do domu i zapomnieć o tym wszystkim. Ale nie mogę.
- Spędziłaś z nami tylko dwa dni! Nawet nie całe. Proszę, ja cię lubię, nawet bardziej niż lubię! Jesteś moją przyjaciółką. Bello po co ci te wszystkie narkotyki. Nie jesteś ćpunem!
- Już za późno, ja już nim jestem i to od dawna. Nikt tego nie zmieni, nawet ty. Oddaj mi to, proszę! – błagałam go, ale on był nie ugięty.
- Dość! – wrzasnął i pobiegł w stronę łazienki. Oczywiście próbowałam go zatrzymać, ale moje prośby i błagania na nic się nie zdały. Podszedł do umywalki i otworzył woreczek. Chciałam mu przeszkodzić, ale nie potrafiłam, bo nie wiedziałam w jaki sposób. Wysypał całą jego zawartość do odpływu i odkręcił kurek. Strumień zimnej wody spłukał resztki narkotyku.
- Dlaczego? Gdybyś był moim przyjacielem nie zrobiłbyś tego! – wrzeszczałam.
- Nie! Ja jestem twoim przyjacielem i nie będę patrzeć, jak się trujesz!
Już nie byłam wściekła, byłam bezradna.
- Nie płacz, nie warto. Poradzisz sobie bez tego. Ja ci pomogę, nic nie powiem Louisowi, ale obiecaj, że więcej nie tkniesz tego świństwa. – przytulił mnie mocno. Przy nim czułam się bezpieczna. Był, ja starszy brat. Właśnie on był mi potrzebny.


***Niall***


Miałem wejść i wziąć słuchawki z szafki. Tylko tyle! To co znalazłem w szafce nocnej przeraziło mnie i jednocześnie zaniepokoiło. Popatrzyłem jak Bella śpi. Ona to bierze? Skąd w ogóle ona to ma?!
Zaczęła się budzić. Zaspanymi oczyma spojrzała na mnie. Nie mogłem, czułem do niej wstręt. Może nie wyglądała, jak ćpun, ale nim była. Po krótkiej wymianie zdań nie wytrzymałem. Pobiegłem do łazienki i pozbyłem się tego świństwa. Bella wpadła w histerie, nie wiedziałem, jak ją uspokoić. Dobrze, że byliśmy sami, bo zaraz zbiegła by się reszta i musiałbym im wszystko tłumaczyć. Przytuliłem ją mocno.  Chciałem, żeby obiecała mi, że nie będzie już ćpać.
- Obiecuję! – zaszlochała. Rozumiałem ją… po części. Branie było dla niej jak lek na uspokojenie. Pierwszy raz wyglądała, jak bezbronna siedemnastolatka, a nie, jak dwudziestolatka gotowa nawrzeszczeć na każdego, kto nadepnie jej na odcisk. – Niall nie zostawiaj mnie! Teraz mam tylko ciebie. Proszę.
- Nie zostawię cię, chodź do pokoju – poszliśmy do mojej sypialnie. Isabella położyła się na łóżku.
- Ja nie dam rady. Chciałabym umrzeć, zdechnąć, jak bezpański kundel! – warknęła cicho, chyba myślała, że tego nie usłyszę.
- Nawet tak nie mów! Jesteś piękna, inteligentna i rezolutna! – położyłem się koło niej. Przytuliłem Bellę mocno. Oboje zasnęliśmy.


***Harry***


Wróciliśmy do domu z zakupów. Kupiłem Niallowi trzydzieści paczek żelków i wielki worek cukierków. Ja nie wiem gdzie on to mieści! Wziąłem torby z zakupami Nialla i ruszyłem w stronę jego pokoju. Otworzyłem drzwi i… o ja pierdole! Uprzedził mnie! Horan leżał na łóżku z Bellą. Oboje spali wtuleni w swoje ciała. Pięknie! Horan poderwał dziewczynę szybciej niż Styles! Zayn i Liam też się wkurzą, oni też mieli na nią chrapkę. No może Liam się do tego nie przyznawał, ale było to po nim widać! Położyłem siatki na ziemi i wskoczyłem na łóżko!
- Wstawać! Wstawać śpiochy! – wrzeszczałem tak głośno, że Niall przestraszony spadł z łóżka. Isabella nie wiedziała co się dzieje.
- Harry! Przestań! – krzyczała. Skoczyłem i położyłem się koło niej, przyciągając Izę* bliżej siebie. Oparła wyciągnięte ręce o mój tors, żeby zachować dystans. – Nie pozwalaj sobie!
Do pokoju wpadł Louis.
- Hazza, nie dotykaj jej! – wrzasnął grożąc mi ogórkiem.
- Ej, Niall może ją dotykać?! – zapytałem z wyrzutem.
- Niall, może! – Bella wyrwała się z moich rąk i wstała z łóżka. – Przyjaciele zawsze mogą!
- Czy ktoś powie mi wreszcie o co chodzi?! – pytał wciąż podniesionym głosem Louis.
Bella wyszła z pokoju, jakby nigdy nic, a Louis poleciał za nią. Zostałem sam na sam z Horanem.
- Wiedziałeś, że mi się podoba! – powiedziałem.
- No to do niej startuj! Bronię ci?! – powiedział kładąc się powrotem na łóżku.
- Widzę, że wam się dobrze układa. Nie spodziewałbym się tego po tobie – Pokiwałem głową z dezaprobatą.
- Daj spokój, ty się nie przytulasz ze swoją przyjaciółką. Styles, wiem, że ci się podoba i nie oddasz jej bez walki, ale walcz raczej z Zaynem i Liamem, a nie ze mną! – zaśmiał się. Wyszedłem z jego pokoju trzaskając drzwiami.
- Dzięki za żelki! – wrzasnął za mną. Może ma racje? Muszę o nią walczyć. Im szybciej tym lepiej.
Izę*- Zdrobnienie do imienia Isabella, jeśli ktoś nie pamięta.


poniedziałek, 2 czerwca 2014

Rozdział 6. Obiecujesz? Obiecuję.

Postanowiłam, że pójdę na imprezę. Nie mam zamiaru siedzieć z nimi i udawać, że jesteśmy przyjaciółmi. Jednak iść na imprezę o godzinie 15:00 to chyba kiepski pomysł. Wyjęłam telefon z kieszeni i wysłałam SMS-a do Louisa.
„Masz może kartki papieru i ołówek?” Szybko dostałam odpowiedź.
„Pewnie, zaraz ci je dostarczę”
Siedziałam na łóżku patrząc na zdjęcia moje i Maćka, zrobione w przeddzień wyjazdu. Przyjaciele zrobili nam taką "ala" sesję zdjęciową





Jakoś ciężko zrobiło mi się na duszy, gdy myślałam o tym, że teraz może siedzieć z jakąś lafiryndą w parku i wpychać sobie języki do gardła.
Z przemyśleń wyrwało mnie pukanie do drzwi. Do środka wszedł Harry z teczką w ręku i małym piórnikiem.
- Zgłosiłem się na ochotnika, żeby ci to przynieść. Zayn bał się, że go zabijesz.
- Jaki on męski. – burknęłam sarkastycznie
- Liam powiedział, że się nie lubicie i nie chce się znowu kłócić. A tak w ogóle o co się kłóciliście?- zapytał wręczając mi przybory.
- Nie ważne. Dzięki za kartki.
- Nie dziękuj mi, tylko Zayn'owi. To on jest, jak na razie, jedyny uzdolniony plastycznie. Ja narysuję najwyżej ludzika z patyków – uśmiechnął się, a w policzkach pojawiły mu się słodkie dołeczki, jak u małego dzidziusia.
Usiadłam do biurka i wyjęłam czystą kartkę. Styles położył się na moim łóżku. Zaczął coś sobie śpiewać pod nosem machając stopami. Raczej nie miał zamiaru mnie opuścić. Niech siedzi!
Zaczęłam rysować zarys postaci. Dwójka nastolatków całujących się. Taką miałam wizję. Wszystko w ołówku.
Po godzinie moje chaotyczne kreski zaczęły układać się w sensowną całość. Jednak nadal czegoś mi
Narysowany rysunek
brakowało. Niby nie najgorsi nastolatkowie, ale byli… pospolici! Jedna kreska tu, trzy kreski tam. Linia falowana. Pokoloruję włosy. Poprawię kontur. Po ponad półtorej godziny i moje „dzieło” było skończone. Zaczęłam szukać telefonu. Chciałam zrobić zdjęcie i wysłać Maćkowi, Dadze, Moni i Kubsonowi. I jeszcze Dziadzi. Zabiłby mnie gdybym mu tego nie wysłała. Bowiem to jemu najbardziej podobały się moje prace. Nigdzie jednak nie mogłam go znaleźć. Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, jak wielkie było moje zaskoczenie i zdenerwowanie, gdy zobaczyłam Hazzę z moim telefonem w ręku. Obok niego stał włączony komputer.
- Co ty robisz? – zapytałam wstając energicznie.
- Wiesz chciałem przeczytać twoje SMS-y, ale nic z nich nie rozumiałem, więc wziąłem tłumacza. – uśmiechnął się do mnie.
- Co?! – wrzasnęłam
- A kto to jest Maciek? Bardzo ciekawe rzeczy do siebie piszecie. – zaśmiał się. Tego było za wiele. Rzuciłam się na niego. On tylko się śmiał.
- „Tęsknie misiaczku!”, „Chcę poczuć znowu twoje gorące usta!” – cytował wiadomości, które dostałam od Maćka. – A dobrze całujesz? – zapytał przygniatając mnie do materaca. Szarpałam się i wierzgałam nogami, ale był zbyt silny. Usiadł mi na brzuchu i zaczął dalej przeglądać SMS-y.Wkurzył mnie jeszcze bardziej niż Liam!
Tapeta Belli
- Fajną masz tapetę – burknął już mniej radośnie.
- Złaź ze mnie i oddaj mi telefon! – zaczęłam wrzeszczeć.
- A krzycz! Louis poszedł do sklepu, Zayn i Niall siedzą na dole i na pewno się z ciebie śmieją. Tylko Liam może ci przyjść z pomocą! – zamyślił się chwilę – Nie, chociaż nie. Wy się przecież nie lubicie.
Czyli co? Miałam wołać Zayna, albo Nialla, którzy siedzą na dole i się mnie boją? Czemu oni się mnie boją? Aż taka straszna jestem?! Wychodziło na to, że muszę schować dumę do kieszeni i zawołać Liama. Tylko on mógł mi pomóc. Nie! Chociażbym miała tak siedzieć do jutra to nie poproszę go o pomoc! Nagle drzwi do pokoju otworzyły się i staną w nich Niall.
- O! Niall! Ja cię proszę, zabierz stąd swojego kumpla-psychopatę i zamknij go w klatce! – wrzeszczałam starając się zrzucić natręta.
- Ona lubi takie gry wstępne! – powiedział Hazza.
- To ja może nie będę wam przeszkadzał! – zaśmiał się Nialler.
- Błagam! Nie zostawiaj mnie z nim. Zgniata mi żołądek. Ma strasznie kościstą dupę! – krzyczałam. Na nic.
Horan wyszedł. Super!
- Mam kościstą dupę? Wszystkie moje dziewczyny lubią moje pośladki! – powiedział, a uśmiech nie znikał z jego twarzy.
- No złaź!
Drzwi do pokoju znowu się otworzyły. Do pokoju wlazł Zayn.
- Harry pokarz telefon! Ja też chcę popatrzeć! – Harry wstał ze mnie i wybiegł z Zayn'em z sypialni. Oczywiście pobiegłam za nimi. Byli jednak cwani i zamknęli się w jednym z pokoi. Waliłam w te drzwi, ale na marne. Nie otworzyli mi. Zauważyłam, że stanie pod tymi cholernymi drzwiami nie ma sensu. Przypomniałam sobie, że bateria była słaba, więc telefon zaraz się rozładuje. Wróciłam do swojego pokoju. Z szauflady wyjęłam paczkę papierosów. Wzięłam jednego z nich i wyszłam na balkon. Przyjemny, chłodny wiaterek schładzał moją rozgrzaną twarz. Odpaliłam papierosa i zaciągnęłam się szarym dymem. Oparta o barierkę patrzyłam na duży ogród z basenem. Oni to mają dobrze. Mają wszystko.
- Liiiaaaśśś! – na korytarzu słyszałam krzyki Harrego. – Jaki masz telefon?!
- I Phone`a – wrzasnął Liam. Zgasiłam szybko papierosa i wybiegłam na korytarz. Liam stał przy schodach w samych spodenkach.
- Pożycz ładowarkę! – krzyknął Malik.
- Nie! – Podbiegłam do Liama. – Nie dawaj im!
- Bo co? – zapytał sarkastycznie. – Nakrzyczysz na mnie?!
- Oni czytają moje prywatne rozmowy. Jesteś inteligentny i uczciwy. Proszę cię, jak przyjaciela – Sama  nie wiem, dlaczego tak powiedziałam.
- Haroldzie! Dawaj ten telefon! Naładujemy go! – krzyknął i ruszył do swojego pokoju. Pobiegam za nim. Złapałam go za ramię.
- Dlaczego mnie tak nie lubisz? – zapytałam.
- To samo pytanie mógłbym zadać tobie! – burknął.
- Bo nie cierpię, jak ktoś mówi mi, co mi wolno, a co nie. - mruknęłam pod nosem. Myślałam, że nie usłyszał, ale niestety przeliczyłam się.
 Do pokoju wpadł Styles z moim telefonem. Dał go Liamowi. Miałam ochotę po wyrywać kłaki obydwóm! – Masz i nie jęcz mi tak nad uchem, mam większe zmartwienia! – podał mi telefon. Harry spiorunował go wzrokiem.
- Dlaczego?! – wrzasnął.
- Bo on jest bardziej normalniejszy od ciebie! - powiedziałam do Hazzy.
Poszłam do swojego pokoju i zaczęłam przygotowywać się na imprezę. Miałam ochotę Napić się do nieprzytomności. Tak dla odreagowania. Przekopywałam szafę w poszukiwaniu czegoś odpowiedniego.  Znalazłam wreszcie to, czego szukałam. Przebrałam się szybko, uczesałam długie, aż do tyłka, włosy. Byłam gotowa. Była godzina 17:57. Za wcześniej, żeby gdziekolwiek wychodzić. Usiadłam na łóżku i włączyłam LOL'a. Od razu zauważyłam, że Kubson i Daga są Online. Nie gadaliśmy, tylko od razu zaczęliśmy grać. Na początek starcie z Botami. Tak dla rozgrzewki. Wybrałam Kayle, niby nieszkodliwa postać, ale potrafi narobić szumu, jeśli umie się nią grać.
Oczywiście z Botami wygraliśmy. Przyszła pora na walkę z żywym przeciwnikiem. Siedząc przy komputerze minęły mi półtorej godzinki. Na zewnątrz zaczęło się ściemniać. Wyłączyłam laptopa i odłożyłam go na półkę. Ubrałam dżinsową kurtkę i zeszłam na dół.
- A ty dokąd? – drogę do wyjścia zatarasował mi Zayn.
- Wychodzę. – powiedziałam beznamiętnie i spróbowałam przecisnął się koło niego.
- Ciekawe gdzie o takiej porze. - Spytał się podejrzliwie.
- A na imprezę. A co nie można? - odparłam lekko zdenerwowanym tonem.
- W takim stroju?! A Lou wie? – zapytał zdziwiony i zlustrował mnie przenikliwym spojrzeniem.
- Nie musi wszystkiego wiedzieć! Na przykład nie musi wiedzieć, że w czasie oglądania filmu macałeś mnie po udzie i swoje gałki oczne zamiast na telewizor, to ty na moje cycki wlepiałeś. No wiesz… ja mu mogę chętnie powiedzieć… - ostatnie zdanie powiedziałam jak mała dziewczynka.
- Dobra! Idź! – niechętnie zszedł mi z drogi. Od razu wybiegłam przed dom i ruszyłam chodnikiem do najbliższego nocnego klubu.


***Zayn***


I niby co ja miałem zrobić? Cholerna szantażystka! Jest ładna, nawet bardzo, ale przegięła. Nie mogłem siedzieć bezczynnie. Nie wiadomo co tej małolacie do łba strzeli. Poszedłem do chłopaków, którzy siedzieli w salonie i w błogiej nieświadomości oglądali film.
- Tommo! Twoja kuzyneczka właśnie poszła na dyskotekę. Ubrana w mega wyzywający strój! – powiedziałem stając przed Louisem i zasłaniając mu ekran telewizora.
- Co?! – niemal krzyknął wstając energicznie.
- To co słyszałeś!
- Dlaczego ją wypuściłeś? – warknął Harry.
- A co miałem zrobić?! Przykuć ją do krzesła? Litości, lepiej chodźcie ją znaleźć zanim upije się w trupa.
Wszyscy poszliśmy się przebrać. Byłem ciekaw, jak ją znajdziemy. Liam coś wymyśli. On jest mądry i jak w banku, wie co robić.
Zbiegłem na dół potykając się o własne nogi. Wszyscy byli już gotowi. Harry cieszył się, że idziemy do klubu potańczyć, ale Louis zaczął na niego krzyczeć, że Bells jest nieobliczalna i nigdy z nią nic nie wiadomo. Rozumiem o co mu chodzi. Widać to po niej.
Wsiedliśmy do samochodu Liama i ruszyliśmy.


***


Trzy godziny jeździliśmy od jednego klubu do drugiego. Niestety. Przepadła jak kamień w wodę. Traciliśmy już nadzieję, że się znajdzie. Harry narzekał, że chce mu się pić. Nie! On twierdzi, że chce się nachlać. Zrezygnowani odwieźliśmy Louisa do domu i pojechaliśmy odreagować. Liam zawiózł nas prosto do nowo otwartego klubu. Nawet niezły. Gdy weszliśmy na salę moje uszy zaatakowała głośna muzyka. Parę zarąbistych lasek wywijało na parkiecie. Kręciły powabnie biodrami kuszą chłopaków stojących przy barze. Jedna z nich przykuła moją uwagę. Wysoka blondynka w szpilkach tańcząca z jakimś pakerem.
- Ja pierdole! – zakląłem
- Co? – zapytał wrzeszcząc mi do ucha Harry.
- Znalazłem Isabellę! – palcem wskazałem dziewczynę wypinającą tyłek w stroną nieznanego nam gościa. Hazza dostał wytrzeszczu, a Liam zaniemówił. Chyba tylko ja miałem trzeźwe myśli. Wszedłem na parkiet i podszedłem do bawiącej się złośnicy.
- Odbijamy! – krzyknąłem zaskoczonemu chłopakowi prosto w twarz. Nie zareagował.
Teraz to dla mnie wywijała biodrami. Jej zalotny uśmiech powodował u mnie dreszcze. Była bardzo pijana. To widać.
- Postawisz mi drinka? – zamruczała mi do ucha.
- I tak już jesteś wstawiona! Jedziemy do domu! Lou wyrywa sobie kłaki z głowy.
W odpowiedzi odwróciła się do mnie plecami i przycisnęła swój tyłek do mojego krocza. Boże, co ona ze mną wyprawia?! Tańczyliśmy, a ja nie potrafiłem… nie! Ja nie chciałem tego przerwać! W końcu muzyka się skończyła i Bella jakby nigdy nic, poszła do baru i zamówiła sobie drinka. Poszedłem za nią.
- Idziemy do domu. – Liam złapał Isabellę za rękę.
- Nie tatusiu! Ja chcę zostać! – zaśmiała się. Wstała i pocałowała stojącego obok Liama Hazzę. Nic by nie było w tym dziwnego, tyle że pocałunek był długi i namiętny. Sam Styles nie wiedział co zrobić! Patrzyłem, jak pijana Bella podchodzi do Nialla i wyciąga go na parkiet. Popatrzył zdezorientowany i lekko przestraszony na nas. A my sami nie wiedzieliśmy co robić.
Po godzinie starań udało nam się wyciągnąć dziewczynę z klubu. Zmęczony tańcem Horan zadzwonił do Louisa. Ja w tym czasie prowadziłem pijaną Bellę do samochodu.
- Kochasz mnie?! – zapytała wieszając się na mojej szyi. Patrzyła na mnie tymi błękitnymi oczyma,  a ja nie wiedziałem co powiedzieć.
- Eee… noo – burknąłem.
- Dobra Bells! Koniec tego! Do samochodu – rozkazał Liam.
- Ja prowadzę! – krzyknęła chwiejnym krokiem podchodząc do drzwi kierowcy. Boże, co ona brała?!
- Siadaj z tyłu! – Harry pociągnął ją za sobą i oboje wsiedli do samochodu. Usiadłem koło nich. Isabella kleiła się do Hazzy. Jemu to za bardzo nie przeszkadzało. Wręcz cieszył się z tego. Bus ruszył.
Pijana Bella włożyła Harr'emu rękę pod koszulkę, a on zamiast zwrócić jej uwagę, uśmiechnął się.
- Ej ty! Młoda! Zwolnij troszeczkę! – upomniał ją Liam.
- Tak wiem, też byś chciał, ale nie wypada rozpraszać kierowcy podczas jazdy. – mruknęła zalotnie. Mimowolnie się zaśmiałem. Była wygadana. Mistrzyni ciętej riposty!
Dojechaliśmy pod nasz dom. Dobrze, bo Belli mało brakowało, a rozebrałaby Stylesa. Szczerze mówiąc, trochę mi to przeszkadzało.
Wyciągnęliśmy dziewczynę z samochodu.
- Ja chcę zatrąbić! – wrzasnęła i zaczęła się wyrywać.
- Jutro! – powiedział Niall.
- Obiecujesz? – zapytała robiąc minę niewiniątka.
- Obiecuję.
Wprowadziliśmy ją do domu. Louis wybiegł z salonu na korytarz. Był czerwony ze złości. Normalnie jak Burak, albo nie jak pomidor.
- Co ci odpierdoliło?! – wrzeszczał.
- Nie nadymaj się tak, bo ci koszula na brzuchu pęknie – powiedziała spokojnie Bella. Louis, aż kipiał ze złości. Dziewczyna objęła mnie mocno – Śpisz dzisiaj ze mną, przystojniaku? – zamruczała. Kurde, nie wiedziałem co odpowiedzieć. Louis wytrzeszczył oczy.
- Ona tak cały czas – powiedział Liam.
- Liam zaprowadź ją do siebie, proszę. – Payne bez słowa zarzucił sobie rękę Belli na szyję i zaczął ją prowadzić w stronę schodów.
- Wiesz, jak ja cię kocham! – powiedziała do Liama, gdy zaczęli wspinać się po schodach – Ale mógłbyś się wykąpać, bo jebie od ciebie piwem! - Liam spojrzał na nią spod byka, a my wybuchliśmy śmiechem. Prawie wszyscy. Louis jeszcze bardziej zdenerwował się. Nagle Niall poszedł po coś do kuchni. Gdy wrócił w ręce trzymał szklankę wody. Podszedł do Louisa i wylał jej zawartość prosto na jego twarz. Ja z Harrym ponownie wybuchliśmy śmiechem, a Loui z mordem w oczach spojrzał na Niallerka, który swoją drogę miał ogromnego banana na twarzy.


Rozdział 5. Wzgórza mają oczy

Weszłam do pokoju i zaczęłam grzebać w torbie. Przeźroczysty woreczek z białym proszkiem rzuciłam do jakieś szuflady. Miałam ochotę na zwykłą fajkę, bo koka za mocna. Zaczęłam panikować. Przeszukiwałam wszystkie kieszenie w poszukiwaniu paczki papierosów. Ręce zaczęły mi się trząść. Zaczęłam szukać w szufladach. Jest znalazły się. Ubrałam pierwszą lepszą koszulkę. Najprawdopodobniej Niall'a . Bo wiem, że on miał tu wcześniej pokój. Była szeroka i długa. Sięgała mi do połowy ud. Wyszłam na balkon i usiadłam na rozgrzanych płytkach podpierając się plecami o ścianę. Zaciągnęłam się dymem. Ukojenie przyszło od razu.
- No ładnie, ładnie. -przestraszona wstałam. Niechcący zapalniczka wypadła mi z rąk. Na balkonie obok mojego stał Liam. Kiwał głową z dezaprobatą.
- No co się tak patrzysz? Chcesz jednego? - zapytałam sarkastycznie.
- Może ciebie to bawi, ale mnie nie. Nie palę i palić nie będę! - bruknął opierając się o metalową barierkę.
- A ja paliłam, palę i palić nadal będę. - powiedziałam cicho. - Przecież od czegoś muszę umrzeć. -mruknęłam mając nadzieję, że nie usłyszał. Myliłam się.
- Masz gówniarskie podejście do życia. Dla ciebie papierosy to zwykły szpan.
- Nie. Dla mnie papierosy to nie szpan. Dla mnie są przyjaciółmi, oderwaniem się od rzeczywistości. Ale ty i tak tego nie zrozumiesz. - Mruknęłam. Usiadłam z powrotem na kafelkach.
- Będę musiał powiedzieć o tym Louisowi. - powiedział
- A proszę cie bardzo. Powiedz mu. Mnie to tam nie obchodzi. Mogę ci nawet otworzyć drzwi, albo nie zaprowadzę cię pod same drzwi jego pokoju. - powiedziałam sarkastycznie. Pokręcił tylko głową i wyszedł. Coś czuję, że się nie polubimy. Czyli mam już jednego wroga. Wróć, poprawka dwóch wrogów. Z Zayn'em też się raczej nie polubię. Najsympatyczniejszy wydaje się Niall. Spaliłam do końca papierosa i wróciłam z  powrotem do pokoju. Schowałam woreczek z koką do szafki nocnej. Zobaczyłam w niej słuchawki. Pewnie Niall zapomniał je wziąć. Położyłam się na łóżko i przykryłam się kołdrą. Jakiś czas później zasnęłam.

***Liam***


A to rozwydrzony bachor. Jak Boga kocham, powiem mu! Powiem Louisowi, że jara fajki na balkonie! Może nie będzie mnie lubić, ale trudno. Jej zdrowie jest najważniejsze. Wróciłem szybko do pokoju, bo jeszcze chwila, a zacząłbym się na nią drzeć. Usiadłem na łóżku i wyjąłem moją komórkę. Napisałem szybkiego sms-a do Daniell. „Dobranoc kotku xoxo” . Włożyłem telefon na szafkę nocną i położyłem się na wznak wlepiając wzrok w biały sufit. Popsuło się między mną i Daniell. Miała coraz mniej czasu dla mnie. Kiepskie wykręty typu: głowa mnie boli, wiesz muszę iść na miasto załatwić ważne sprawy, mam zarejestrowaną wizytę u lekarza – przestały już skutkować. Oddalamy się od siebie, ale nie mówiłem tego nikomu. Nawet chłopakom. Kocham bardzo Daniell i nie chcę jej stracić. Będę o nią walczyć do końca.
Nie mogłem zasnąć. Problemy z Daniell i jeszcze ta gówniara, która wkurzyła mnie na sam koniec dnia! Pyskata szczeniara myśli, że jej wszystko wolno. Żeńskie wydanie Zayna! Przewracałem się z boku na bok. Zacząłem nucić sobie coś pod nosem. Sam nie wiedziałem co to za piosenka, ale pamiętałem słowa.

Wise men say only fools rush in  Mądrzy ludzie mówią, że tylko głupcy się śpieszą 
but I can't help falling in love with you Ale ja nic nie mogę poradzić na to, że się w Tobie zakochuję 
Shall I stay Czy powinienem zostać?would it be a sin Czy to byłby grzech,
If I can't help falling in love with you jeśli nic nie mogę poradzić na to, że się w Tobie zakochuję 

Like a river flows surely to the sea Tak jak rzeka pewnie płynie do morza 
Darling so it goes Tak już jest, Kochanie
some things are meant to be Niektóre rzeczy muszą się dziać.

take my hand, take my whole life too Weź moją dłoń, zabierz też moje życie 
for I can't help falling in love with you Bo nic nie mogę poradzić na to że się w Tobie zakochuję 

for I can't help falling in love with you Bo nic nie mogę poradzić na to że się w Tobie zakochuję 

for I can't help falling in love with you Bo nic nie mogę poradzić na to że się w Tobie zakochuję
Powoli zasypiałem głębokim snem.


***Ranek***


Zwlokłem się z łóżka i poszedłem się umyć. Po kąpieli ubrałem się i zszedłem na dół. W kuchni siedział Niall pałaszując płatki kukurydziane. Zayn siedział naprzeciwko niego i sprawdzał coś na laptopie.
- Wiesz, że w Belli zakochany jest jakiś Maciek? – zapytał mnie nadal nie odrywając wzroku od ekranu.
- Sprawdzasz ją?! – nie mogłem uwierzyć w to, że wyszukuje informacji na jej temat.
- To tylko tak z ciekawości.
Wywróciłem oczami i podszedłem do lodówki, aby wyjąc potrzebne rzeczy do usmażenia  jajecznicy.
Usmażyłem jajka i dorzuciłem pokrojony i podpieczony bekon. Zayn nadal gapił się tępo w komputer.
Do kuchni weszła Isabella ubrane w krótkie spodenki i moją koszulkę!
- Super koszula – powiedziałem połykając jajecznice. – Szkoda tylko, że moja.
- Gdybym wiedziała, że twoja to bym jej nie wzięła! Wybaczy mi pan? – zapytała sarkastycznie.
Parsknąłem tylko pogardliwie. – Masz! – powiedziała ściągając koszulkę i rzuciła nią we mnie. Niall na widok jej piersi osłoniętych tylko stanikiem, zakrztusił się i upuścił łyżkę. Zayn tylko wytrzeszczył oczy. Muszę przyznać, miała czym się pochwalić, ale mogła sobie darować! Obróciła się na pięcie i ruszyła w stronę drzwi.
- Wow! – krzyknął zaspany Harry, gdy staną w drzwiach zagradzając przejście Belli.
- Zejdź mi z drogi! – warknęła. Hazza posłusznie odsunął się i przepuścił ją przez drzwi.
- Dużo mnie minęło? – zapytał nas.
- Liam chyba nie lubi się z Izą. – skwitował Niall.
- Nie o to chodzi! – burknąłem rzucając koszulkę na podłogę. Już jestem jej wrogiem, a nie tak miało być. I teraz nie wiem, czy mam powiedzieć Tomilnsonowi, czy trzymać język za zębami. Nie chciałbym, żeby od początku znajomości skakała mi do gardła.



***Isabella***


Może zareagowałam zbyt gwałtownie, ale ten lekceważący i kpiarski ton głosu Liama
- Wiesz, wczoraj zjadłem twoją kolację, więc pomyślałem, że w ramach pokuty zrobię ci śniadanie – powiedział rumieniąc się. Wow! Zaskoczył mnie, nie wiedziałam co odpowiedzieć. Przyniósł mi kanapki z szynką i serem. Nie miałam serca powiedzieć mu, że jestem wegetarianką.  
- Dziękuję Niall, bardzo miło z twojej strony. Pozytywnie mnie zaskoczyłeś. – wzięłam od niego talerz i cmoknęłam go w policzek.
- Nie ma za co. Zejdziesz na film? – zapytał. Przypomniały mi się wieczory spędzone ze znajomymi. Śmiechy i głupie komentarze.
- Za chwilę zejdę. Zacznijcie beze mnie, a ja dołączę – kiwną głową i uśmiechnął się. Nialla lubiłam bardziej niż resztę. Był taki… niewinny? Tak wiem, strasznie dziwnie to brzmi, ale takie sprawia wrażenie. Zjadłam kanapki z szynką. O dziwo mięso przeszło mi przez gardło.
Ubrałam się w to i zeszłam na dół. Niepewnie weszłam do salonu. Na skórzanym fotelu siedział Liam. Popatrzył na mnie i uśmiechnął się nieśmiało. Zadarłam tylko głowę do góry. Jakby nie wiedział, że strzeliłam focha! Na kanapie siedzieli Harry, Niall i Zayn. Louis leżał na wznak na podłodze. Jedyne wolne miejsce było między Hazzą, a Malikiem. Nie miałam wyboru. Usiadłam koło nich nic nie mówią.
- Lubisz horrory? – zapytał Zayn
- Noo, można tak powiedzieć.
- To dobrze, bo oglądamy Wzgórza moją oczy! – powiedział radośnie Harry. – Jakby co to możesz się do mnie przytulić 
- Raczej nie skorzystam. – Mojej uwadze nie umknął fakt, że Zayn bezczelnie patrzył się na mój dekolt! 
- Eee, murzynku! – powiedziałam do niego cicho – Ekran jest tam – palcem wskazałam na ogromną plazmę.
- Tak, ale tu mam ciekawsze widoki – "wytłumaczył". Wywróciłam tylko oczyma i zaczęłam oglądać film.
W niektórych momentach naprawdę bałam się. Brakowało mi Maćka. Zawsze mogłam się w niego wtulić. Liam siedział i tępo paczył się w ekran. Zastanawiałam się nad tym, czy powiedział Louisowi.
Poczułam, jak czyjaś dłoń łaskocze mnie w udo. Zdziwiona spojrzałam na jej właściciela. Tym razem Zayn przegina. Ja jestem nietykalna i bez mojej zgody nikt nie ma prawa mnie tknąć.
- Nie pozwalaj sobie! – warknęłam cicho, tak by nikt tego nie usłyszał prócz niego. Wbiłam mu moje długie paznokcie w rękę. Ledwo powstrzymał się od krzyku. Dobrze mu tak! Będzie mnie bezczelnie macać!
Film dobiegał końca, a ja coraz bardziej się bałam. Nigdy nie oglądałam tej produkcji, bo wiedziałam, że się w nocy poszczam. Krzyk w filmie i ciało lecące w stronę kamery. Pisnęłam i podskoczyłam ze strachu. Chłopaki zaczęli się śmiać. Nawet Liam się ze mnie nabijał. Mi wcale nie było wesoło. Naprawdę się przestraszyłam!
- Co za odwaga! – zakpił Harry. Nie odpowiedziałam. Wstałam tylko i poszłam na górę.
- Ej no! Nie obrażaj się! – krzyknął za mną blondyn.
- Nie obrażam się! - poszłam do swojego pokoju nie zwracając uwagi na głupie komentarze.


czwartek, 29 maja 2014

Rozdział 4. Ale laska

Stałam na przystanku becząc, jak małe dziecko. Nikt nie potrafił mnie pocieszyć. Maciek też nie mógł potrzymać łez. Ostatni pocałunek przed długą rozłąką. Kubson wiedział co Maciek do mnie czuje. Jestem na niego wściekła, że nic mi nie powiedział, ale obiecał, a Kubson nigdy nie łamie danego słowa. Umówiłam się z Maćkiem, że każde z nas będzie żyć swoim życiem. Nie będziemy patrzeć na drugie. Londyn jest zbyt daleko, żeby pielęgnować naszą miłość.
- Kocham cię – szepnęłam mu na ucho.
- Ja ciebie też, będę tęsknić za twoją buźką – uśmiechnęłam się i wsiadłam do autobusu. Maciek płakał, ja też. Wszyscy płakali. Autobus ruszył, machałam moim znajomym, dopóki nie zniknęli mi z pola widzenia. Łzy ciekły mi po policzkach. Musiałam być silna. Muszę zapomnieć o tym życiu. Z zadowoleniem myślałam o koce schowanej w jednej ze skarpetek, która jest w bocznej kieszeni walizki.


***Louis***


Byłem zestresowany. Nie widziałem jej ponad jedenaście lat. Mam jej zdjęcia, ale jednak to nie to samo. Wyładniała.
- Ale laska! – gwizdnął Harry patrząc na zdjęcie Bells. – To jest ta twoja kuzynka?
- Taaa.
- Nareszcie ktoś ładny w tym domu! Będzie się do kogo przytulać – zaśmiał się.
- Głodny jestem! – jęknął Niall włażąc do kuchni – Harry wiesz, jak cię kocham…
- Nie zrobię naleśników!
- A..,
- Ani racuchów! – krzyknął patrząc przenikliwie na Nialla.
- Wredna jesteś – Horan pokazał mu język i otworzył lodówkę. Grzebał w niej i grzebał, aż w końcu wygrzebał! Kawałek wczorajszej pizzy. – Będę musiał zadowolić się tym.
- Oj biedaku! – zaśmiał się Hazza.
- Ty się tak nie śmiej, bo rano możesz wstać łysy, no ewentualnie będziesz miał burzę prostych włosów na głowie! – odgrażał się Niall machając kawałkiem pepperoni.
- Eee, ty! Groźby są karalne! – krzyknął Harry łapiąc się za włosy. Hazza i jego włosy! Prędzej dałby sobie uciąć nogę niż włosy. Do kuchni wszedł skacowany Zayn w samych bokserkach.
- Jak przyjedzie Bella będziecie musieli się opanować . – powiedziałem patrząc znacząco na Zayna.
- Coś ze mną nie tak? – Zayn patrzył po wszystkich, jakby nie rozumiał o co chodzi.
- Jesteś w samych bokserkach! Belli może to przeszkadzać!
- To ona będzie u nas, nie my u niej! Dopasuje się! A tak w ogóle, ładna jest? – zapytał Zayn unosząc śmiesznie brwi.
- Laska jakich mało – westchnął Harry. – Zresztą Lou ma zdjęcia – wyrwał mi zdjęcie z ręki. Zaczną się głupie komentarze. Hazza pokazał je Malikowi.
- Śliczna, mam nadzieję, że pokój będzie mieć koło mojego – mruknął mulat. Baran! Wstałem i poszedłem sprawdzić, czy wszystko jest gotowe na przyjazd Belli. Jej pokój był obok pokoju Liama. Uznałem, że tak będzie najlepiej. Ciężko było stamtąd wywalić Nialla, ale jakoś się udało. Był wolny pokój obok Harrego, ale ta koncepcja była absurdalna. Wszedłem do jasnego pomieszczenia o ścianach w kolorze mlecznej czekolady. Zmieniłem pościel. Nigdy tego nie robiłem, ale dla mojej kuzynki wszystko. Miała przyjechać wieczorem. Już nie mogłem się doczekać. kiedy znów ją zobaczę.


***Ranek***Isabella***


Jechaliśmy długo, bardzo długo, ale wolałam to niż lecieć samolotem. Chyba nigdy już do żadnego nie wsiądę. Większość drogi przespałam. Miałam mnóstwo przesiadek. Musiałam pilnować swojego bagażu. Nie chciałam żeby mój „skarb” zaginął. Kurwa! Zaczynam wyrażać się o koce, jak Golum o pierścieniu. Nie miałam czasu wyjść nawet na fajkę. Chamstwo! Cały dzień bez szluga. Dostałam sms-a od Maćka. Musi o mnie zapomnieć. Niech skupi się na własnym życiu. Telefon zaczął wibrować. Wyjęłam go z kieszeni. Była godzina 6:32 pm. Odebrałam połączenie
- Jak podróż?
- Może być. Nogi mi ścierpły i głodna jestem.
- O jedzenie się nie martw – w tle słyszałam wrzaski coś w stylu „Idioto oddawaj moje żelki”. Zdziwiło mnie to odrobinę, ale nie wnikałam – Niall jest tak podekscytowany, że przyjeżdżasz, że zamówił już chińszczyznę.
- Miło z jego strony. Z jakąś godzinę powinnam być na miejscu.
- Dobra, już po ciebie wyjeżdżam
- Ja jadę z tobą! – wrzasnął ktoś w tle. Nie miałam zamiaru protestować, bo co mi do tego kto przyjedzie. Może sobie nawet przyjechać Dawid Kwiatkowski, byleby nie siedział koło mnie.
- Nie pojedziesz! – warknął Louis.
- Ale ja chcę!
- Gówno mnie to obch…
- Ja tu nadal jestem! – powiedziałam dobitnie.
- Przepraszam już jadę! Sam! – Podkreślił ostatnie słowo i rozłączył się. No to pięknie zapowiada się dzień. Podziałam widoki za oknem. Z czasem pojawiało się coraz więcej i więcej budynków.


***

Wyjęłam torby z bagażnika i zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu Louisa. Gdzie on do cholery jest? Wściekła usiadłam na czerwonej ławeczce. Wyjęłam słuchawki z torby podręcznej i włączyłam muzykę.. Nie zwracałam uwagi na to, co dzieje się dookoła. Nuciłam sobie pod nosem słowa mojej ulubionej piosenki, gdy ktoś uniósł jeden z nauszników.
- Hej! – przede mną stał Louis, chociaż minęło jedenaście lat, on nadal uśmiechał się tak samo.
- Cześć! – wstałam i podałam mu rękę. On roześmiał się i przytulił mnie mocno. Odwzajemniłam ten czuły uśmiech. Wziął moje torby i ruszył w stronę czarnego BMW. Posłusznie poszłam za nim. Nie odzywałam się. Włożył toboły do bagażnika.
- Wsiadaj – powiedział radośnie. Usiadłam na siedzeniu obok kierowcy. W samochodzie unosił się delikatny zapach prażonego jabłka i cynamonu. – Jak minęła podróż?
- Nie najgorzej. Głodna jestem. – powiedziałam czując, jak burczy mi w brzuchu.
- Musimy się śpieszyć, to może coś dla nas zostanie. Poznasz chłopaków, oni już nie mogą się doczekać spotkania. No właśnie dzwonią. – wyjął z kieszeni telefon i odebrał. Włączyła na głośnik, bo w Anglii srogie kary za łamanie prawa. – Czego Zayn?
- Już odebrałeś laskę z dworca? Chciałbym obczaić jej cycki na żywca! – powiedział podekscytowany. Spiorunowałam Louisa wzrokiem. - Tak, odebrałem. Siedzi koło mnie i słucha, bo włączyłem cię na głośnik. – powiedział zakłopotany Louis.
- Ale ona jest z Polski, nic nie rozumie po angielsku! – powiedział pewny siebie. Przegiął!
- Słuchaj palancie! To, że jestem blondynką, nie oznacza, że jestem idiotką! – warknęłam.
- O cześć! – powiedział cicho – To ja może nie przeszkadzam.
- Masz racje! – zaśmiał się Louis. Chłopak nazwany Zayn'em rozłączył się.
- On zawsze tak?! – zapytałam Louisa biorąc jego komórkę, nie zaprotestował.
- Zazwyczaj. - Zaczęłam przeglądać sms-y w telefonie swojego kuzyna. Wiem „złaa jestem”, ale taki już mój wredny charakter. Pełno ich było od Amber. Otworzyłam pierwszego, nic specjalnego : „Koteczku tęsknię już. Mam nadzieję, że niedługo się spotkamy xoxo”. Kilka następnych też żadnych rewelacji: „Wyjdziemy gdzieś? Xoxox” „Masz chwilkę? Xxx” „Leżę w wannie i strasznie się nudzę”. No ten ostatni już był nietypowy, ale następne wprowadziły mnie w osłupienie : „Pragnę cie, tu i teraz”, „Mój ogierze, jak tam poranek? xoxo”, „Kociaku mam chcicę!”?! - Osz kurwa! – wyrwało mi się, na szczęście po polsku.
- Co ty tam robisz?! – zainteresował się w końcu Louis.
- A nie, nic! Tylko tak… przeglądam… sobie… twoje… gry na telefonie – wymyśliłam na poczekaniu i już miałam mu oddać telefon, gdy rozległ się dźwięk przychodzącej wiadomości.
- Kto to? – zapytał mnie.
- Liam – powiedziałam, krótko.
- Przeczytaj na głos.
- Loui pośpiesz się i przywieź tą Isabellę, bo Niall zaraz zniesie jajko na miękko! – przeczytałam wiadomość, zastanawiając się, czy nie pomyliłam jakiegoś słowa. – PS. Chcą wyprostować Hazz'ie włosy!
- No to trzeba się pospieszyć.


***


Po godzinnym gapieniu się w krajobraz za oknem dojechaliśmy do wielkiej willi. Myślałam, że to ja miałam wypasiony dom, ale grubo się myliłam. Wyjęłam torbę z bagażnika, Louis wziął drugą i weszliśmy do środka posiadłości. Już w drzwiach słyszałam głośne śmiechy i krzyki.
- Gwałcą! Gwałcą! Do tego prostownicą! – ktoś darł się w niebo głosy.
- Hazza morda! – Byłam pewna, że to powiedział Zayn!
- Nikt cię nie uratuje! Twoje loki to przeszłość! Dawaj tą głowę! – ten głos słyszałam po raz pierwszy.
- Jak dzieci! Jak dzieci! Zamknąć się, co sobie o was pomyśli Bella, jak wejdzie do domu i zastanie was w takiej pozycji? – I ten głos był dla mnie zagadką.
- No co sobie o was pomyśli? – ten głos należał chyba do Harrego, albo do Nialla.
- No pomyśli, że Niall jest gejem, bo kroczem prawie dotyka twojej twarz, że ty jesteś zboczeńcem, bo trzymasz moją głowę między swoimi nogami i wygląda to dwuznacznie. No i pomyśli, że Liam to sztywniak, bo nie bawi się z nami! – śmiechów nie było końca.
- Ale zabawne! – burknął Liam.
- Chodź do nich – Louis pociągnął mnie za rękę. Bałam się co tam zastanę. Z opisu Zayna wynikało, że nie wygląda to dobrze. Weszliślimy cicho do pokoju. Nie wiedziałam czy śmiać się, czy płakać. Blondyn siedział na twarzy chłopaka z dłuższymi włosami. W ręce trzymał prostownicę. Między zaciśniętymi udami loczka był głowa mulata. Zaiste wyglądało to dwuznacznie. Liam siedział spokojnie w fotelu przeglądając cos na laptopie.
- Pięknie się zaprezentowaliście! – powiedział głośno Louis.
- Ooo Louis! – blondyn spadł z sofy, a razem z nim Zayan i jak mniemam Hazza, czy jak mu tam!
- Noo i Bella. - burknął mój kuzyn. - Część Bella! Jestem Zayn – wstał z ziemi i poprawił ubranie. Podszedł do mnie i pocałował szarmancko moją wyciągniętą dłoń. Zdziwiło mnie to, ale pewnie chciał się podlizać za to co mu się wymsknęło przez telefon.
- Ja jestem Harry – wstał gwałtownie aż mu loki na głowie zafalowały.
- Harry, rozporek! – powiedział spokojnie Liam nie odrywając się od ekranu komputera. Harry szybko zapiął suwak w spodniach i podszedł do mnie. Przytulił mnie mocno, może nawet trochę z mocno.
- Jestem Niall, albo Nialler, jak wolisz – cmoknął mnie delikatnie w policzek. Był niższy ode mnie. Liam nareszcie odstawił laptopa i spojrzał na mnie. Wstał i podszedł do mnie. Pocałował mnie w oba policzki.
- Miło mi cię poznać, jestem Liam. Ten nudziarz – podkreślił.
- Mi też miło cię poznać.
- Bella nie pogniewasz się? – zapytał Niall.
- Ale o co? – zapytałam zdziwiona.
- Zjadłem twoją porcję chińszczyzny. – podrapał się w potylice i spuścił wzrok.
- Spoko! Nic się nie stało. Właściwie nie jestem głodna, mogłabym się położyć? - z tym, że nie jestem głodna skłamałam, ale nie chciałam siedzieć z nimi dłużej.
- Zaprowadzę cię do pokoju – zaoferował się Harry.
- Dzięki. - Weszliśmy schodami na górę. Harry puścił mnie przodem. Nie wiem czemu, przecież nie wiedziałam dokąd mam iść. Weszliśmy na pierwsze piętro. - W prawo, te czarne drzwi – otworzyłam je i weszłam do pięknego pokoju. Nie powiem, Louis się postarał. Miałam telewizor, biurko, a nawet balkon. – W razie czegoś, Liam ma pokój obok. Łazienka jest naprzeciwko. Rozgość się.
- Dzięki Harry.
- Nie ma sprawy. - Rozpakowałam się w pośpiechu i wśród powywracanych rzeczy odnalazłam czysta bieliznę. Wyjęłam kosmetyczkę z torby i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, porządnie wyszorowałam włosy. Chciałam się ubrać, ale zdałam sobie sprawę, że mam tylko bieliznę! Kurwa! I jeszcze musiałam wziąć te majtki z napisem „Fuck Me” na tyłku. Nosz kurwa! Ubrałam się w to co miałam i wbiegłam na korytarz.
- Mogę spełnić twoje marzenia kocie – mruknął Zayn za moimi plecami. Przestraszona podskoczyłam i obróciłam się do niego przodem. – Z przodu też niczego sobie – poruszył śmiesznie brwiami. Odwróciłam się do niego tyłem i dumnym krokiem ruszyłam w stronę swojego pokoju. – A może odwiedzić cię dzisiaj, tak w nocy?! – powiedział za mną.
- Palant!